Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 55

CZĘŚĆ PIĘĆDZIESIĄTA PIĄTA

Moja Afrykańska Kasia …

#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Kehinde#Nigeria#Ile-Ife#University of Ife#Afryka#kultura Joruba#miłość#dziennikarstwo#studenci#kampus uniwersytecki#Teoria Q#lata 80.

Moja Afrykańska Kasia …

(Moje Życie – z subiektywnego mojego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Taiwo i Kehinde – dwie urocze bliźniaczki afrykańskie przechrzciłem na Tosię i Kasię. Bardzo im się podobały te imiona w polskiej wersji. Obie coraz częściej będą się przedstawiać jako Tosia i Kasia.

Tosia ma temperament trochę bardziej przytłumiony. Jest zazwyczaj bardziej zamyślona i refleksyjna od Kasi. Kasia – natomiast – to wulkan energii, i pasjonatka dziennikarstwa i wszystkiego co z nim związane. Bez przerwy wypytuje mnie o wszechświat gwiazdy, a nawet o moją teorię. Tak do końca nigdy nie będę wiedział, czy naprawdę to wszystko ją tak bardzo interesowało czy może bardziej chciała mi sprawić przyjemność.

Kasia – ma niebywałą empatię. Przejmuje się nie tylko losem ludzi, ale również zwierząt. Jeśli coś jej nie wyjdzie z dziennikarstwem – zamierza prowadzić dom dla sierot razem z przytułkiem dla zwierząt. Jest przy tym bardzo przebojowa – może nie tyle – jest, co potrafi być. Często wybucha śmiechem. Śmieje się z moich zwyczajów, z tego wszystkiego co opowiadam jej o Berlinie czy Polsce.

Pewnego dnia – wróciłem z prysznica i patrzę a ona siedzi na łóżku i płacze w milczeniu. Nie pamiętam aby kiedykolwiek płakała chlipiąc czy zawodząc – zawsze jak płakała, to płakała w milczeniu. Ale krople spływały jej po policzkach tak samo szubko i intensywnie jak mówiła jak działała, to nie były pojedyncze krople – to był cały ich strumyk. Jej oczy wydawały się wtedy jeszcze większe i piękniejsze niż w innych chwilach. Lubiłem wpatrywać się w jej uśmiech, w jej łzy, jej ząbki ciągle głodne uśmiechu.

Co się stało ? – zapytałem siadając naprzeciw. Przecież ty za miesiąc , dwa – wyjedziesz sobie na jakiś twój koniec świata i zostawisz mnie i zapomnisz o mnie – jak to sam nazywasz o egzotycznym swoim przeżyciu, a ja głupia angażuję się coraz bardziej i wtedy pęknie mi serce – a dokładniej mówiła „My hearth will be crashed to inside.”Zabawnie to brzmiało.

Przecież to tylko od nas zależy. Przecież będziemy mogli się spotykać w dowolnym miejscu na świecie. - O ile mi dadzą wizę kiedykolwiek. – odpowiedziała. No tak o tym nie pomyślałem.

Cudownie żyło się nam chwilą – tu i teraz. Razem biegaliśmy po mieście, chodziliśmy po zakupy, bywaliśmy na wielu spotkaniach w Salonie Intelektualnym Kampusu. To było zresztą jedyne miejsce gdzie regularnie widywałem się z moim ojcem, ale i tak był zawsze bardzo zajęty. Jak na nas patrzył – żartował – no szkoda że ja nie mogę poszaleć sobie, bo przecież wszystko mógłbyś wygadać mamie – a po co mi takie ryzyko ? Po dwóch miesiącach jednak przyznał – słuchaj coś mi się widzi – że zakochałeś się w tej czarnej księżniczce. Rzeczywiście jest piękna. Nie dziwię ci się.

Seks był dla nas wspaniałą emanacją radości życia – bywa że całymi dniami nie wychodziliśmy z łóżka. Któregoś dnia Kasia - przytargała z uniwersyteckiej biblioteki całą wielką ilustrowaną kamasutrę. Rzuciła na łóżko i zapowiedziała – będziesz mnie uczyć wszystkiego. Pamiętałem, że w Polsce – często słyszałem takie przeciwstawienie, że albo seks z miłości – czyli nudny monotonny ale z głowami w gwiazdach, albo techniczny, mechaniczny, sztuczny bez uczucia. Co za bzdury. Czy naprawdę Polacy nie odkryli – że to nie musi być sprzeczność ale tożsamość. Przerobiliśmy całą księgę a potem oddawaliśmy się własnej twórczości i tworzyliśmy nowe formy.

Nawiasem mówiąc – uświadomiłem sobie, że istotnie jest w Polakach takie zamiłowanie do tworzenia sztucznych antynomii – tam gdzie ich w życiu nie ma. Innym przykładem może być słynne hasło – „Być – czy mieć” i znowu w domyśle jest dyzjunkcja logiczna – czyli wykluczające się – albo – albo. A przecież może i powinna to być tożsamość – Być to także znaczy mieć i dzięki Mieć mogę także Być. To przecież takie proste.

Podobną antynomię można tworzyć z pojęcia Zdrowie albo Pieniądze, myśląc w domyśle o tym, że albo jesteśmy chorzy i bogaci albo biedni i zdrowi. Tymczasem żadnej antynomii w życiu nie ma. Najbogatszych najbardziej stać na to aby żyć w pełnym zdrowiu.

To także się składa na fałszywe prostackie wyobrażenie wielu Polaków o kobietach w Kambodży, że niby każdą czy prawie każdą jak si ma odpowiedni portfel można kupić a jak się jest pięknym, przystojnym ale biednym – to żadna się nie zainteresuje. Może tak jest polskiej mentalności, ale z pewnością nie w khmerskiej. Tu gdzie mieszkam już wiele lat – jest swoisty kult Miłości. Tu nie wychodzi się za mąż ani nie poślubia nikogo z przymusu ani dla pieniędzy – może z wyjątkiem najniższych warstw społecznych i prostytutek, ale na pewno nie w normalnej społeczności. Tu nie ma antynomii pomiędzy zasobnym portfelem a namiętną miłością, jest raczej tożsamość – Khmerki są bardzo praktyczne i wiążą namiętność miłości z poczuciem bezpieczeństwa, więc pieniądze są ważne – ale nie decydujące.

Z moją afrykańską Kasią mieszkamy już jakiś czas razem w kampusie, ale to nie oznacza, że żyjemy wyłącznie sobą i dla siebie tylko. Kasia intensywnie studiuje, robi bez przerwy jakieś reportaże nie tylko o życiu w kampusie ale również o problemach w Nigerii. Czasem wyjeżdża albo sama albo z ekipą – robić zdjęcia i wywiady z ludźmi na temat bieżącej sytuacji w kraju. Miewa także w związku z tym różne sytuacje i przygody a ja podziwiam ją – za determinację oraz odwagę cywilną.

Sam biorę często udział w spotkaniach nigeryjskiego salonu intelektualistów i akademików i podziwiam ich za świetną logistykę, organizację i postępy jakie robią. Często porównuję te spotkania z salonami warszawskimi, krakowskimi, prywatnymi i niestety muszę w takich chwilach stwierdzić, że naprawdę jesteśmy daleko za Afrykanami. Tu każde wystąpienie jest nagrywane i przesyłane do innych salonów i ośrodków – szczególnie w stolicy czyli w Lagos. My także odtwarzamy sobie nagrania innych salonów. Nigeryjczycy nie tworzą koterii towarzyskich ale dbają o multi komunikację – czyli jeden kontaktuje się z wieloma, wielu z jednym. Mimo – że należą do różnych obozów – jedni to propagandystów afrykańskiego marksizmu, inni zachodniego wolnego rynku, jeszcze inni do konceptu azjatyckiego, potrafią zgodnie współpracować a nawet się przyjaźnić.

Logistycznie taka praca wygląda bardzo imponująco. Wszystko co ma koloryt oficjalny jest stonowane i wyważone. Nie ma żadnych radykalnych ani opinii ani manifestów. Pod tą powierzchnią jest jednak warstwa – podziemna – aktywnej walki z przeciwnikiem dyktatorem, aktywny sprzeciw, planowane bunty w całym kraju.

Oprócz tego wszystkiego jest warstwa najważniejsza. Warstwa solidnej, merytorycznej wiedzy, nauki i wymiany doświadczeń. I nawet jeśli studenci są rozpolitykowani – zdobywają tu kawał solidnej wiedzy i przygotowania do tego wszystkiego czym będą się zajmować.

Przez ciekawość biorę udział w zajęciach na matematyce i fizyce i tu przeżywam niespodziankę. Uważam, że poziom programu jest znacznie wyższy w Polsce niż w Nigerii. Przynajmniej taki był w osiemdziesiątych latach ubiegłego wieku. Przez myśl mi przychodzi zamysł – a może warto tu skończyć studia. Nie musiałbym rozstawać się z Kasią, ani przeżywać dalej siermiężnego PRL’u.

Kasia uczy mnie przyrządzania różnych potraw afrykańskich. Idzie mi coraz lepiej. Staję się po części naszym domowym kucharzem. Często zapraszam ojca na przyrządzone przeze mnie posiłki. Kasia uważa, że mam talent.

Ale pewnego dnia – gdy stałem przy patelni – objęła mnie od tyłu i kazała mi coś przysiąc. To, że gotowanie niczym seks – będzie naszą intymną działalnością którą z nikim innym nie będziemy dzielić, gdyby kiedyś los nas trwale rozdzielił. Obiecałem jej to. I teraz po wielu latach – muszę zaznaczyć – że ta przysięga dana Kasi jest najważniejszym powodem – dla którego nigdy nie wróciłem do samodzielnego gotowania. Zawsze na pytanie o gotowanie stwierdzam krótko, że nie potrafię, że się nie znam i nigdy sam nie gotuję – w takich chwilach niemal zawsze widzę cudowny uśmiech na twarzy Kasi gdzieś daleko w swojej wyobraźni.

Rozmawiamy o tym jak byśmy chcieli wychowywać nasze wspólne dzieci. Najpierw były trochę niepokojące dla mnie takie rozmowy, ale przyzwyczaiłem się i naprawdę czuję się oswojony z myślą – że będziemy stanowić trwałą parę i mieli wspólną przyszłość. Sytuacja z Dorotą niegdyś – nie powtarza się. Teraz czuję się w pełni dojrzały do takiej decyzji. Kością niezgody w naszym uroczym przekomarzaniu stanowi płeć dziecka – tak jakbyśmy mogli wybierać. Ja pragnę mieć staroświecko syna, by kiedyś przekazać mu dziedzictwo teorii Q, a Kasia marzy o dziewczynce całej w czerwonych kokardach.

Jeszcze nie myślę o powrocie i jak będzie wyglądało nasze życie w perspektywie. Wiem jedno – że nasza miłość – wszystko przezwycięży i wiem, że Wszechświat czymkolwiek jest – będzie nam w tym potajemnie pomagać.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się