Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 35

CZĘŚĆ TRZYDZIESTA PIĄTA

Manifestacje Nut i Wzorów

#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Teoria Q#Teoria Uniwersalnych Struktur#matematyka#fizyka#muzyka#Manifestacja#Obserwator#świadomość#geometria#edukacja#nauczanie

Manifestacje Nut i Wzorów

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Dzięki mojej aktywności medialnej staję się coraz bardziej rozpoznawalny, ale w ramach „zderzenia z rzeczywistością po drugiej stronie lustra” zdarza się, że na ulicy ktoś do mnie podchodzi i pyta: „Co to są te nowe komputery? Wy wszyscy kłamiecie w tej telewizji, niech pan powie prawdę!” – albo: „Co to za kit wciskasz w tym okienku TV? Że niby komputery pomogą w życiu? Toć to wiadomo, że to złodziej czasu i tylko służy do gier dla dzieci”.

Z reguły nie mam zapału, aby cokolwiek tłumaczyć, bo większość pytających i tak wie lepiej.

Moi uczniowie ze szkoły średniej często mówią mi, że są ze mnie dumni. Staram się po pierwsze wzbudzić w nich zainteresowanie fizyką względnie matematyką, a po drugie – staram się pokazać, że przekonanie o trudnym procesie ich poznania to tylko złudzenie, zaszczepiony metaprogram. Wpadłem wtedy na prosty, ale niezwykle skuteczny pomysł, by zastosować Revers Conspiracy – odwrócony koncept teorii spiskowej. Czyli to nie tylko Przyroda ma coś do ukrycia, ale odwrotnie – głównie ci wszyscy, którzy poznają jej tajemnice i strzegą do nich dostępu.

Przedstawiam im fizykę jako pewne zakodowane tajemnice, ukryte za pomocą specjalnego kodu zwanego powszechnie matematyką. Opowiadam im, że nie tylko Przyroda strzeże i ukrywa swoje tajemnice, ale „kapłani wiedzy” ukrywają je tym bardziej. Okazuje się bowiem, że język matematyki jest pewnym uniwersalnym językiem całego Wszechświata. A jeśli tak – kto wie, jak wielką władzę i potencjał mielibyśmy nad samą przyrodą, rozwikłując jej tajemnice? I niezależnie od tego, swoją uprzywilejowaną pozycję straciliby wszyscy kapłani wiedzy, gdyby ludzie odkryli, że nie jest to wszystko tak skomplikowane, jak im się przedstawia.

Z przyjemnością obserwowałem, jak moi uczniowie prześcigali się w ujawnianiu i coraz lepszym rozumieniu tych pozornych zawiłości. Może to i był jakiś zabieg socjotechniczny, ale po latach naprawdę zastanawiałem się, czy aby na pewno nie ma w tym wszystkim jakiegoś ziarenka prawdy, szczególnie w opisie ego „kapłanów”.

Z drugiej strony sam, dzięki Teorii Uniwersalnych Struktur, zaczynam rozumieć, że Matematyka i Muzyka to wcale nie odrębne dziedziny poznania i kontemplacji świata, ale w swojej istocie ten sam opis świata, tyle że dodatkowo spleciony z naszą świadomością. Czyli Muzyka ma coś, czego brakuje jeszcze współczesnej matematyce i fizyce – ma nas. Ciągle bowiem brakuje miejsca na obserwującą świadomość w naukach przyrodniczych. Teoretycznie muzyka istnieje, podobnie jak matematyka, nie w przestrzeni, ale w czasie. Ale to tylko symbole i uproszczenie abstrakcyjne.

Powinniśmy mówić, że nie istnieje „Polonez As-dur” czy „Prawo Pitagorasa” jako gotowe byty, ale pewien operator, reprezentant operatorowy – czyli pewien potencjał, pewien koncept poloneza czy Prawa Pitagorasa. I dopiero gdy pojawi się konkretny obserwator, operator przestaje być samym operatorem, a dzięki obserwatorom wypełnia się treścią przeżywania – tak poloneza, jak i prawa Pitagorasa.

Muzyka i jej odbiór nawiązują do tego samego co Matematyka i Fizyka – do rozplatania w powietrzu czy w wyobraźni pewnej subtelnej nici nie tylko emocji, ale i głębszych, wewnętrznych przeżyć. Także w niej jest coś tajemniczego, czego nie rozumiemy, ale co przeżywamy. Rozumiemy, że może być ona sposobem porozumiewania nie-semantycznego i nie-osobowego między ludźmi. Do określenia, z którym się oswoiliśmy, czyli „komunikacja niewerbalna”, powinniśmy dodać „komunikację nieosobową”, ponieważ wykracza ona poza sygnały związane z daną osobą. Jest czymś więcej niż komunikatem na temat przeżyć wewnętrznych – jest pewną formą meta-rezonansu z całym otoczeniem lub światem wyobraźni.

Muzyka ma swój kod, podobnie jak matematyka ma swoje wzory – jest nim zapis nutowy utworu. Sam zapis nutowy nie jest utworem, to właśnie koncept potencjału, albo pewien kod operatora, który dopiero w kontakcie z obserwatorem wytworzy dany utwór. Obserwatorem tym nie musi wcale być człowiek znający nuty, potrafiący odtworzyć sobie dany utwór w wyobraźni. Obserwatorem zapisu nutowego może być konkretny instrument, który odtworzy dany utwór.

Zauważmy, że można to porównać do kwantowego rozumienia obiektu. Sam obiekt, nieobserwowany, właściwie nie istnieje realnie (jest rozmytą funkcją falową), podobnie jak sam utwór nutowy sam z siebie nie gra. Ale sprzężony z Obserwatorem przestaje być „rozmytym procesem”, a staje się procesem skondensowanym – który odbieramy jako obiekt (cząstkę). Podobnie utwór odgrywany tu i teraz staje się substancjalizacją wcześniejszego zapisu. Sam wzór matematyczny jest jakimś wieloznacznym, nieokreślonym procesem, ale wzór ten odczytywany przez danego odbiorca albo opisujący zjawisko, staje się czymś znacznie więcej – staje się pięknem Symetrii, elementem krajobrazu geometrii czy „ożywioną” strukturą matematyczną.

Istnieje także „twardy” związek instrumentów z fizyką. Opis harmonii jest opisem interferencji i rezonansów, a sama klawiatura fortepianu jest fizycznym odpowiednikiem suwaka logarytmicznego, gdzie odległości między klawiszami odzwierciedlają logarytmiczną zależność częstotliwości dźwięków (podwajanie się częstotliwości w każdej oktawie).

A teraz wyobraźmy sobie, że jakieś ministerstwo w orwellowskim świecie wprowadza „Obowiązkowe lekcje i egzaminy z Teorii Muzyki” i zabrania używania terminu „muzyka”, zastępując go terminem „Teoria Muzyki”. Na tych lekcjach nie można mówić, nucić sobie cokolwiek, słuchać czegokolwiek – tylko mamy zeszyty z pięciolinią i na tablicy nauczyciel tłumaczy związki całej, pełnej nuty z półnutami i ćwierćnutami. Godzinami uczniowie uczą się kaligrafii klucza wiolinowego i basowego, do tego mamy skomplikowany system przeliczania rytmu, taktów, no i oczywiście zasady harmonii bazujące na teorii interferencji fal. Ale tak jak nikt nie słyszał nigdy żadnego konkretnego utworu, tak nigdy go nie usłyszy. Wyobraźmy sobie, że nikt z uczniów nawet nie wyobraża sobie, że za owymi martwymi nutami może stać jakakolwiek głębia, przeżycie czy treść.

Czy to jakieś pseudo-muzyczne fantasmagorie? Ależ skąd – to standardowy opis tego, jak powszechnie jest nauczana i rozumiana sama matematyka. Nie ma w tym nic dziwnego, że większość jej ani nie rozumie, ani nie lubi. Bo to nie jest żadna matematyka, to jakaś forma „operatora” matematyki, Pseudo-matematyka. Identycznie, jak podany opis, byłby pseudo-muzyką.

Wydaje nam się czymś zwyczajnym, że można śpiewać i grać, nie znając zapisu nutowego, a nie potrafimy sobie wyobrazić, że można przeżywać i kontemplować matematykę bez znajomości jakichkolwiek wzorów, a nawet liczb. To nie wzory ani liczby budują matematykę. Identycznie – to nie zapis nutowy jedynie tworzy daną melodię.

Substancjalizację zapisu nutowego, tak jak wzoru matematycznego, będę w Teorii Q nazywać Manifestacją. Różnica polega na tym, że znamy powszechnie Manifestacje Muzyczne, a mało kto zna Manifestacje Matematyczne. W pewnym sensie Manifestacją całościowo ujmowanej muzyki w lokalnym czasie jest po prostu Koncert. A Manifestacją całościowo ujmowanej Matematyki jest Fizyka danego zjawiska. Fizyka zjawiska to koncert opisu całego równania z jego zbiorem rozwiązań. Manifestacjami konkretnych wzorów, równań, funkcji mogą być przepiękne krajobrazy, fraktalne figury, fascynujące geometrie czy po prostu Sztuka.

I to jest właśnie sposób przeżywania Matematyki – jak zapisu nutowego. W zapisie nutowym to emocje w słuchaniu piosenki. W zapisie wzorów to kontemplacja sztuki, która się za tym kryje.

Sama Sztuka – obojętnie czy poezja, obraz czy rzeźba – jest różnowymiarową manifestacją geometrii. Geometria skondensowana unaocznia konkretny desygnat. Geometria rozmyta nawiązuje do impresjonistycznych form.

Jednym słowem: lekcje fizyki uzupełniałem, zapraszając moje klasy na koncerty, a lekcje matematyki – zwiedzaniem galerii Sztuki i wystaw. Nie było nikogo, kto nie kochałby tak pojmowanej matematyki czy fizyki.

Szkoła i nauczanie moich uczniów były dla mnie fantastycznym poligonem rodzącej się Teorii Uniwersalnych Struktur.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się