Artykuł

Baśń na czwartą rocznicę powstania Qlogos

O Wielkim Guru i niesfornych owieczkach z własnym głosem

Autor: Roman Grelewicz

Dawno, dawno temu, a właściwie zaledwie cztery lata temu, w krainie pełnej ludzi przekonanych, że wiedzą już wszystko, pojawił się Wielki Guru Piotr Tymochowicz. Nie przybył na białym koniu, nie dzierżył lancy i nie miał korony, która przeszkadzałaby mu w myśleniu. Przybył ze stworzoną przez siebie Teorią Q i z pytaniami o samoświadomość, relacje oraz sposób, w jaki człowiek poznaje siebie i świat. Był to bagaż niewielki z wyglądu, lecz dość pokaźny w skutkach: po jego rozpakowaniu niejeden mieszkaniec krainy musiał przemeblować własną głowę.

Guru znalazł więc łąkę, na której można było spotykać się, rozmawiać i sprawdzać, skąd właściwie biorą się nasze przekonania. Nazwał ją Qlogos. Nie postawił przy wejściu strażnika pilnującego jednakowych poglądów, bo taki strażnik musiałby wyrzucić większość gości jeszcze przed pierwszym spotkaniem. Zostawił za to miejsce na ciekawość, śmiech i myśli, które nie zawsze przychodziły uczesane.

Wieść o niezwykłej łące rozeszła się po okolicy i zaczęły przybywać owieczki. Jedne spragnione wiedzy, inne rozmowy, jeszcze inne po prostu ciekawe, co też ten Guru wyprawia. Były wśród nich owieczki śmiałe, nieufne, marzycielskie i takie, które już na progu wyglądały, jakby zamierzały poprawić regulamin całego wszechświata. Wszystkie miały wełnę, lecz pod wełną każda skrywała zupełnie inny świat.

Niektóre przychodziły również z nadzieją, że na nowej łące będzie można dobrze zarobić, czyli po owczemu: najeść się najwięcej i zgromadzić zapas najdorodniejszej koniczyny. Rozglądały się za złotym żłóbkiem, a niejedna już liczyła przyszłe stogi. Guru nie miał nic przeciwko pełnym brzuchom, choć zauważał z rozbawieniem, że czasem owieczka tak pilnie wypatrywała zysku, iż nie dostrzegała własnego nosa. Z czasem niektóre odkryły, że wspólne pastwisko wymaga także siania, podlewania i troski o to, żeby starczyło miejsca dla innych.

Pierwszy rok upłynął na poznawaniu łąki i siebie nawzajem. Guru prowadził stado przez zakątki samoświadomości, a owieczki z zapałem sprawdzały każdą ścieżkę. Gdy wskazywał kierunek, jedna badała, względem czego jest to kierunek, druga zastanawiała się nad jego znaczeniem, a trzecia szła w przeciwną stronę, żeby nie zmarnować okazji do samodzielnego doświadczenia. Po takim spacerze nawet pasterz potrzebował chwili, by ustalić, gdzie właściwie stoi.

Były też owieczki, które przez pierwsze dwa lata prawie wcale się nie odzywały. Siadały z boku, słuchały i układały w sobie myśli, zanim odważyły się wypuścić je na łąkę. Nie oznaczało to, że w ich głowach panowała cisza. Przeciwnie: niekiedy odbywały się tam całe zgromadzenia, tyle że bez transmisji na zewnątrz. Guru zostawiał im czas. Wiedział, że własny głos dojrzewa inaczej niż trawa i nie pomoże mu codzienne pociąganie za źdźbła.

Na łące bywało poważnie, lecz nigdy przez zbyt długi czas. Wystarczało jedno pytanie o naturę rzeczywistości i część stada zaczynała podejrzliwie spoglądać na kamień, na którym siedziała. Kamień znosił to godnie. Miał nad owieczkami tę przewagę, że nie odczuwał potrzeby zabierania głosu po każdym rozważaniu. Guru zachowywał spokój, chociaż czasami zerkał na pobliski staw z myślą, że rybki przynajmniej nie kwestionują co tydzień definicji wody.

W drugim roku nad Qlogos nadciągnęła jednak prawdziwa baśniowa próba. Z ciemnego boru wyszła wataha wilków. Krążyły wokół łąki, szczerzyły zęby i urządzały napady, przy których podnosiły taki lament, jakby sama obecność myślących owieczek naruszała odwieczny porządek lasu. Najgłośniejsze wilki nie miały nawet ochoty zajrzeć na pastwisko. Wolały wyć z daleka, gdzie echo posłusznie przyznawało im rację.

Owieczki przestraszyły się, bo co innego rozważać naturę strachu przy herbacie, a co innego usłyszeć go pod postacią wilczych zębów. Niektóre uciekły i poszukały spokojniejszych polan. Pozostałe patrzyły za nimi ze smutkiem, lecz bez urazy. Każda owieczka ma własną odwagę, własne granice i własne tempo oswajania świata. Na łące nie odbierano nikomu prawa do szukania bezpiecznego miejsca.

Te, które zostały, zwarły szeregi. Stado dotąd niezdolne ustalić wspólnego kierunku spaceru nagle potrafiło stanąć ramię w ramię, a właściwie wełna w wełnę. Owieczki wspierały się, pilnowały słabszych i nie pozwalały, by wilcze wycie zagłuszyło wszystko, po co tu przyszły. Guru trwał przy nich. Nie odprawiał zaklęć, po których znikały wszystkie trudności, ale pomagał zachować przytomność, gdy strach próbował objąć stanowisko naczelnego zarządcy łąki.

Wilki odkryły wkrótce rzecz dla siebie bardzo niewygodną: im bardziej próbowały rozproszyć stado, tym mocniej owieczki trzymały się razem. Co więcej, na łąkę zaczęły przychodzić nowe. Miały własne doświadczenia, świeże pomysły i zaskakująco mocne kopytka. Pomagały umacniać wspólnotę, a pośród dawnych śladów strachu wyrastały nowe ścieżki. Qlogos zapuszczało korzenie tak głęboko, że nawet bardzo ambitny wilk musiałby najpierw ukończyć kurs ogrodnictwa, żeby cokolwiek z tym zrobić.

W trzecim roku coraz wyraźniej było widać, ile zmieniło się na tej niezwykłej łące. Owieczki, które przez dwa lata milczały, nabrały pewności i zaczęły dzielić się własnym spojrzeniem. Najpierw nieśmiało, potem swobodniej, aż w końcu niektóre wypowiadały się z takim zapałem, jakby chciały nadrobić wszystkie opuszczone kolejki. Guru słuchał z radością. Czasem tylko żartobliwie zerkał na klepsydrę, która najwyraźniej nie została uprzedzona, jak wiele myśli mieści się w jednej owieczce.

Stado uczyło się także odróżniać własną myśl od cudzej, którą nosiło tak długo, że zdążyła obrosnąć znajomą wełną. Bywało to odkrycie kłopotliwe. Owieczka przychodziła pewna, że zna siebie od podszewki, a po spotkaniu wracała z siedmioma hipotezami i potrzebą spokojnego spaceru. Nie wszystko stawało się jasne od razu. Za to coraz częściej można było przyznać się do niewiedzy bez poczucia, że trzeba natychmiast oddać odznakę najmądrzejszej owcy w okolicy.

Z biegiem miesięcy wspólnota dojrzewała. Jedni pomagali drugim, przyjaźnie miały czas się umocnić, a różnice przestawały wyglądać jak groźba rozpadu całego pastwiska. Owieczki odkrywały, że można spierać się o znaczenie słowa, a potem wspólnie zjeść ciasto. Zwykle nawet bez dalszego sporu o znaczenie ciasta, choć w Qlogos nigdy nie należało wykluczać takiej możliwości.

Dystans okazał się jednym z najcenniejszych darów tej krainy. Guru nauczył się śmiać z własnej pasterskiej powagi, owieczki ze swoich koron wszechwiedzy, a wszyscy razem z pomysłu, że po jednym spotkaniu człowiek już na zawsze zapanuje nad sobą. Korony zdejmowano więc od czasu do czasu, żeby przewietrzyć głowy. Była to czynność prosta, choć niektórym owieczkom początkowo wydawała się bardziej ryzykowna niż spotkanie z wilkiem.

A w czwartym roku udało się dokonać jeszcze czegoś szczególnego. Rozproszone po rozmowach myśli i nauki Teorii Q zebrano oraz spisano w księdze dla owieczek. Otrzymała tytuł „Teoria Q Piotra Tymochowicza”. Ułożono ją tak, aby do jej stron można było wracać spokojnie, poznawać pojęcia i odnajdywać sens także wtedy, gdy podczas spotkania myśl Guru pobiegła szybciej niż całe stado. Księga miała pomagać zrozumieć, a nie jedynie dostojnie wyglądać na półce.

Owieczki oglądały ją z dumą. Wreszcie można było zatrzymać zdanie, wrócić do niego i przeczytać je raz jeszcze, bez obawy, że w tym czasie Guru zdąży przenieść całą rozmowę do innego wymiaru rozważań. Jedne zaznaczały ważne fragmenty, inne robiły notatki, a najbardziej pilne przyglądały się nawet okładce, jakby i ona mogła zawierać ukryte ćwiczenie z samoświadomości. Księga zamieszkała na łące jako towarzyszka dalszej drogi.

Teraz łąka była już mocno zakorzeniona, a życie na niej odzyskało pełną stabilność. Ataki wilków ustały. Na obrzeżach lasu zrobiło się cicho i nikt nie musiał przerywać rozmowy, żeby liczyć podejrzane cienie między drzewami. Można było spokojnie planować kolejne spotkania, rozwijać pomysły i otwierać księgę. Jeśli coś zakłócało ten spokój, była to najwyżej owieczka, która po półgodzinnym namyśle odkrywała, że jednak widzi sprawę zupełnie inaczej.

Wtedy nadeszła czwarta rocznica powstania Qlogos. Nad łąką zapalono cztery lampiony, a na wspólnym stole stanął tort. Owieczki, które dawniej liczyły przede wszystkim własne stogi, miały teraz okazję podzielić ciasto. Te, które kiedyś milczały, śmiały się razem z innymi. Nowe siedziały obok dawnych, a Guru patrzył na wszystkich z dumą i z tą szczególną miną człowieka, który zakładał miejsce do rozmów, lecz otrzymał całe, niezwykle ruchliwe królestwo.

Był to dzień wdzięczności za cztery wspólne lata: za odwagę założenia Qlogos, za tych, którzy pozostali w trudnym czasie, i za tych, którzy przyszli później, przynosząc nową siłę. Wspominano chwile niepewności, ale także pierwsze przyjaźnie, własne odkrycia i śmiech, który nieraz ratował spotkanie przed nadmiarem powagi. Nawet najbardziej przekorna owieczka mogła tego dnia poczuć, że ma swoje miejsce na łące. Nie musiała przy tym rezygnować z przekory; byłoby to zbyt duże poświęcenie jak na jedno święto.

Wielki Guru wiedział już, że jego stado nigdy nie będzie maszerować równym szeregiem. Jedna owieczka pobiegnie naprzód, druga przystanie, trzecia zbada drogę, a czwarta wróci, żeby wyjaśnić pasterzowi, gdzie mógł skręcić lepiej. Cieszyło go jednak, że coraz więcej z nich potrafi wybierać własny kierunek i brać za ten wybór odpowiedzialność. Miały swoje głosy, swoje ścieżki i wciąż lubiły wracać na wspólną łąkę.

Niech więc ta baśń towarzyszy czwartym urodzinom Qlogos z uśmiechem i należną tej drodze wdzięcznością. Niech na łące nadal dojrzewają dobre myśli, niech księga służy owieczkom, a Wielkiemu Guru niech wystarcza cierpliwości do wszystkich, którzy jeszcze tylko na chwilę chcą coś dopowiedzieć. Przed nimi piąty rok, nowe pomysły i wiele wspólnych spotkań. Tort tymczasem podzielono sprawiedliwie, choć jedna owieczka do dziś uważa, że sprawiedliwość mogłaby być odrobinę większa po jej stronie talerza.

I żyli długo, coraz bardziej świadomie i nadal niekoniecznie jednomyślnie. Wszystkiego najlepszego z okazji czwartej rocznicy Qlogos!

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się