Artykuł
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 48
CZĘŚĆ CZTERDZIESTA ÓSMA
Pełnia Życia – w zamkniętym świecie PRL-u.
Pełnia Życia – w zamkniętym świecie PRL-u.
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Oprócz moich pasji poznawczych i obsesyjnego pragnienia rozwoju osobistego, pamiętałem piękny wykład mojego dyrektora szkoły w Berlinie Zachodnim, dzięki któremu nigdy nie zapomniałem, czym jest pasja samego życia.
Pamiętam, że może w siódmej klasie, tuż przed wakacjami, przyszedł do nas na lekcje dyrektor Conrad z Grundschule, aby dać swój ostatni wykład. Powiedział wtedy coś, co zapamiętałem na całe dalsze życie. Był już wtedy starszym człowiekiem, poruszającym się o kulach. Stał niepewnie przy tablicy, ale powiedział swoim spokojnym, donośnym głosem, że podzieli się z nami czymś, co na długo powinniśmy zapamiętać.
Mówił, że czeka nas w życiu gonitwa za wykształceniem, za pieniędzmi, za karierą i milionem innych rzeczy, które będą się nam wydawać ważne. I będziemy temu poświęcać swój czas, swoją energię i uwagę. Powiedział, że będzie nam się zdawać, iż jesteśmy nieśmiertelni. I że po drodze będziemy tracić coś, czego w ogóle nie będziemy zauważać, a będziemy to tracić bezpowrotnie i bezlitośnie: najpiękniejsze lata swojego życia. Powiedział, że to krótki interwał, bo zawarty pomiędzy 17. a 26. rokiem życia, zaledwie 9 lat. Prosił, abyśmy pamiętali o tych latach. I niekoniecznie rezygnowali z intensywnego kształcenia się czy zarabiania, ale żebyśmy zawsze starali się pogodzić samo życie w tym okresie z planami na przyszłość.
Dlatego w całym swoim późniejszym życiu starałem się zadbać nie tylko o realizowanie pasji uczenia się i rozwoju, ale również o to, aby mieć poczucie pełni życia, na ile to będzie możliwe. Dlatego tak chętnie eksperymentowałem, dlatego próbowałem tak odważnie wielu rzeczy w życiu, czasem na granicy swoich możliwości.
Trenowałem sztuki walki w różnych postaciach: Aikido, Wushu, Hungar.
Zapisałem się na jazdę konną, którą przez wiele lat okazjonalnie kontynuowałem. To było coś więcej niż sport, to było budowanie relacji z cudownym zwierzęciem. Zachęciła mnie do tego Lidka Mikołajczyk, z którą intensywnie się przyjaźniłem w szkole. Najpierw poszedłem z nią na uroczystą wigilię do klubu jeździeckiego, a potem były już regularne lekcje w maneżu, w terenie.
Ostatecznie miałem lekcje indywidualne w duecie, często razem z Bogusławem Lindą, wspaniałym polskim aktorem. Zdradzę, że razem trenowaliśmy skoki przez przeszkody. Boguś był lepszy ode mnie. Mieliśmy wspólnego trenera, pamiętam, że nazywał się Milbrat, i nigdy nie widzieliśmy go całkiem trzeźwego. Ale trenerem był dobrym. Potem, po wielu latach, będę kontynuować jazdę konną u Włodka, nad Wisłą przy Wisłostradzie w okolicy ulicy Gwiaździstej.
Jazda konna, nie tylko cwał i galop, ale i stęp, dawała mi kapitalne poczucie wolności oraz harmonii we współpracy z końmi. Poznawałem ich różne charaktery. Czasem wolałem ich towarzystwo niż towarzystwo ludzi.

Oprócz tego pamiętam, że kiedyś podczas wizyt w Polsce moja mama zabrała mnie na spektakl „Pluskwa" do Teatru Narodowego. To była komedia Włodzimierza Majakowskiego, sztuka jednego aktora. A był nim wtedy Tadeusz Łomnicki w roli Prisypkina.
Sama gra Łomnickiego zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Pamiętam, że śmialiśmy się do rozpuku. I oto po zakończeniu wyszedł Tadeusz Łomnicki ukłonić się naprzeciw widowni dającej owacje na stojąco i powiedział jedno krótkie zdanie: że bardzo dziękuje, że jest wdzięczny, ale żeby mu wybaczyć, że nie będzie już więcej wychodzić, bo tuż przed spektaklem doszła do niego tragiczna, rodzinna wiadomość.
Wtedy, jako dziecko, zrozumiałem, co to jest profesjonalizm i umiejętność definiowania równoległych mentalnych światów, a jeszcze później – przejście do samoświadomości.
Samego Tadeusza Łomnickiego spotkam później w Teatrze na Woli, gdzie będzie prowadzić kółko teatralne dla młodych, ucząc nas miniatur Czechowa. Będę występować w kilku spektaklach. To będzie cenne doświadczenie, które zaprocentuje wiele lat później moim udziałem w sztuce „Era Schoeffera część 16", w której będę miał zaszczyt razem z Michałem Urbaniakiem zagrać Alter Ego, samego Schoeffera, na jego własną prośbę.
Umiejętności aktorskie bardzo przydadzą mi się później nie tylko przy treningach charyzmy, ale na co dzień, w procesie zdobywania coraz większej odwagi, nie tylko przy występach artystycznych, ale odwagi cywilnej w samym życiu.
Miałem także kilka występów przed elitą u dyrektora Muzeum Techniki, pana Jasiuka, w towarzystwie wielu aktorów oraz legendarnego, surowego profesora Bardiniego.
Pamiętam jego pierwszy komentarz, jaki usłyszałem po recytacji wierszy Norwida. Podszedł do mnie i ze swoim kąśliwym uśmiechem powiedział: „Młody człowieku, pamiętaj, że nie musisz tego robić, że może lepiej byś zrobił, sprzedając sałatę czy buraki na targowisku".
Nie zraziło mnie to jednak, bo profesor znany był ze swoich złośliwości. Dlatego pół roku później, gdy ponownie wystąpiłem, tym razem recytując Leśmiana, także podszedł do mnie i powiedział coś, co przyjąłem jako jeden z największych komplementów: „No… młody człowieku, tym razem nie było najgorzej".
Lubiłem przebywać wśród artystów. Ich towarzystwo dodawało uroku ówczesnemu światu, wprowadzało kolory emocji do życia i delikatne poczucie jakiejś formy energetycznego mistycyzmu.
Zaowocuje to potem wieloma moimi znajomościami i przyjaźniami z gwiazdami estrady, z aktorami i twórcami. Będę jeździć na roczne zloty do Hasiora na Krupówki, obserwować przy pracy Krzysztofa Oraczewskiego, malarza monumentalistę, Andrzeja Fogtta i wielu innych.
Być może mam to trochę we krwi, ponieważ mój dziadek Jan Jakub Fabisiewicz miał przed II wojną światową największą wytwórnię płyt gramofonowych. Sam był producentem i kreatorem artystów. Opowiedział mi kiedyś historię zapoznania Mieczysława Fogga, znanego niegdyś i sławnego wokalisty.
Otóż kiedyś dziadek kupował w Warszawie bilet do Łodzi i w pewnym momencie kasjer powiedział do niego śpiewnym głosem: „Bardzo proszę bilet dla szanownego pana". Dziadek rozmawiał z nim chwilę, aby potem zaprosić go następnego dnia do swojej wytwórni.
Tak właśnie rozpoczęła się długa kariera Mieczysława Fogga. Pozostali serdecznymi przyjaciółmi do końca.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com