Artykuł

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 63

CZĘŚĆ SZEŚĆDZIESIĄTA TRZECIA

Kwadratura Okrągłego Stołu

Kwadratura Okrągłego Stołu

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

W Polsce ustrój zmienił się tak naprawdę wraz z uchwaleniem Ustawy Wilczka, kiedy premierem był Mieczysław Rakowski. Już wtedy poczuliśmy prawdziwą Wolność Gospodarczą i na potęgę zaczęto rejestrować nowe spółki. Polska Klasa średnia budziła się z ponad 40 letniego letargu lub rodziła się na nowo.

Ja sam zarejestrowałem – co prawda nie spółkę klasyczną – ale własną indywidualną działalność gospodarczą. Nie obyło się jeszcze bez resztek absurdalnych ustaw wcześniejszych i wymogów – ale były one do pokonania.

Okazało się na przykład, że nie mogę prowadzić działalności edukacyjnej dorosłych, z własnego autorskiego doświadczenia czy twórczości, ale muszę mieć pozytywną opinię Ministerstwa Edukacji i Kuratorium Oświaty oraz specjalną licencję – pozwolenie od Ministerstwa. Już widziałem miny urzędników w wyobraźni gdy wręczałem im do zaopiniowania moją Teorię Struktur Uniwersalnych.

Nieco późniejszy Okrągły Stół – miał symbolizować dobrą wolę obu stron, strony rządzącej i opozycji w wyjściu z politycznego i gospodarczego impasu, a zakończył się trwałym porozumieniem o bezkrwawym przekazaniu władzy opozycji na warunkach niby wspólnych, ale tak naprawdę bardziej na warunkach strony rządzącej.

I tak też się stało, natomiast zabawne jest to, że tak naprawdę obie strony były przegrane na własne życzenie, ze strachu i z braku jakichkolwiek kompetencji, wiedzy, doświadczenia. Przegrana oznacza w tym przypadku, że można było z punktu widzenia władzy – zmienić ustrój, dać ludziom wolność gospodarczą, ale zachować armię i przywileje władzy (trochę jak w Chinach). Przegrana opozycji – oznacza, że zamiast „okrągłego stołu” trzeba było podpisać akt kapitulacji strony rządzącej a nie równouprawniać ją z opozycją i nie dawać przywilejów ani prezydentury.

To ciekawe dla mnie, że nikt tego do tej pory trafnie nie podsumował i nie przeanalizował. Do tej pory kiedy piszę ten tekst, czyli do października 2026 roku dominują dwie sprzeczne ze sobą narracje – bardziej wpisujące się w mit albo historycznej ugody trochę na wzór zachodnich negocjacji na temat zakończenia zimnej wojny, albo także historycznej – ale zdrady narodowej w której po bratersku uczestniczyła i strona rządząca i opozycja.

Bardzo nietrafne było użycie i performatywne wprowadzenie terminu: „Okrągły Stół” – zresztą zrobiła to strona rządząca ustami Jaruzelskiego oraz Kiszczaka. Potem rzeczywiście – symbol ten „stał się ciałem” i trafił do realu jako fizyczny stół obrad.

Hasło – Okrągły Stół jest znacznie starsze i sięga dwunastego wieku. Pojawia się u Wace’a w Roman de Brut, w 1155 roku. Wace pisze, że wojownik, przywódca bitew Artur kazał zrobić okrągły stół, żeby żaden rycerz nie siedział wyżej i nie kłócił się o pierwszeństwo. Potem zgodnie z legendą – zrobiono Artura – królem.

Strona rządząca – miała całą armię do dyspozycji, to prawda, ale panicznie obawiała się buntu w samej armii. Związek zawodowy Solidarność liczył już ponad 10 milionów członków – więc to realna siła, która nie tylko mogła towarzyszy zdegradować, ale również wtrącić do więzień czy postawić ich przed sądami wojennymi. Jak twierdzi Wojciech Wiśniewski – bliski współpracownik i doradca generała Jaruzelskiego, sam generał był tchórzem, jego obawy i strach łatwo przenosiły się na cały aparat rządzących.

Tę sytuację – dało się wykorzystać na korzyść opozycji. Przecież towarzysze siedzący za Okrągłym Stołem – byli gotowi oddać władzę i podpisać akt kapitulacji w zamian za gwarancję osobistego bezpieczeństwa dla nich, dla ich rodzin i przyjaciół. Ewentualnie można było uzgodnić indywidualne listy przywilejów.

Z drugiej strony – elitę opozycji reprezentowali niedowartościowani, latami szykanowani i nawet więzieni, powiedzmy prawdę – ludzie niekompetentni negocjacyjnie o wielkich nieokiełznanych Ego – dla których udział w takim wydarzeniu był personalną nobilitacją – poza którą nie byli w stanie wyjść psychicznie. Może nie mieli armii za sobą, ale mieli sprzyjające wiatry polityczne – znoszące i blokujące Imperium Sowieckie, dzięki Gorbaczowowi, 10-milionowy Związek Solidarność, przychylność ulicy, wsparcie finansowe Zachodu oraz poparcie kościoła. To był kapitał który mógł zmusić towarzyszy partyjnych do całkowitej, bezwarunkowej kapitulacji.

Tymczasem Okrągły Stół stał się WielTePozorem – Wielkim Teatrem Politycznych Pozorów i wzajemnego dowartościowania się. Jak mi potem opowiadał Wojciech Wiśniewski – strona rządowa gratulowała sobie sukcesu – ponieważ zyskała więcej niż się sami spodziewali. Paradoks jednak polegał na tym, że mogli zyskać jeszcze więcej nie tylko dla siebie, ale dla całej formacji, jak pokazał przykład chiński.

WielTePozór – to także zwycięstwo napuszonego Ego nad pragmatyzmem sprawczym owych czasów jednej strony i paniczny strach strony drugiej.

Ale jeśli pogodzilibyśmy się z taką narracją – jaką Kiszczak zaproponował i jeśli uzgadniamy, że rzeczywiście mamy tak wielki szacunek dla siebie nawzajem, że traktujemy się partnersko i równo – to wtedy trzeba być konsekwentnym w przyjętej strategii i zaakceptować wszystko, co taka strategia ze sobą niesie.

Czyli nie da się siedzieć przy Okrągłym Stole, zgodzić się z jego metodologiczną i symboliczną formułą i żądać bezwzględnej kapitulacji, albo jednostronnego ustępstwa, bez utraty spójności.

Wtedy porozumienia partnerskie – są naturalną konsekwencją przyjętej i narracji i metodologii rozwiązywania sporów. I tego Polacy w większości kompletnie nie są w stanie zrozumieć, ponieważ to nie jest naturalne skojarzenie spontaniczne – a to przedmiot wieloletniego doświadczenia albo wartość czysto edukacyjna.

Wchodzimy bowiem w dwie warstwy psychologicznych wartości i zasad. Przede wszystkim oddzielamy Osobę od Problemu, czyli nie przenosimy wrogości systemowej, ideologicznej czy pojęciowej na grunt personalny, osobisty. Czyli nie ma nic złego w tym, że polityczni biesiadnicy Okrągłego Stołu nagle uśmiechają się do siebie, wznoszą wspólne toasty, czy nawet demonstrują przyjacielskie relacje. To nawet nie kwestia jakiegoś wysokiego profesjonalizmu, ale elementarnych konsekwencji oddzielania Człowieka od Poglądów i Funkcji jakie reprezentuje. Ludzie ci mieli konsekwentnie być reprezentantami poglądów, potrzeb i dążeń obywateli polskich a nie ich uprzedzeń, emocji czy żądzy zemsty.

Tymczasem – postawy takie – są przez większość Polaków traktowane jako dowód i wyraz Zdrady Narodowej, bo zamiast na siebie patrzeć z pogardą i nienawiścią – negocjatorzy Okrągłego Stołu wydawali się tworzyć – przyjacielsko sielankową atmosferę wzajemnego zrozumienia i akceptacji. To zdaniem większości – woła o pomstę do nieba.

Podobne zjawisko – obserwowałem w sejmie. Ludzie za zdradę wyznawanych wartości – przyjmowali fakt pojednania personalnego, czy wzajemny szacunek polityków a nawet prywatne przyjaźnie pomiędzy posłami zwaśnionych partii. Tymczasem to powinno być zjawisko jak najbardziej normalne a nawet więcej – pożądane w na przykład dojrzałych demokracjach.

Pamiętam jak z wypiekami na twarzach, czerwonych jak tyłki pawianów w czasie rui, biegali ludzie i wykrzykiwali – Hańba, Zdrada, Zaprzaństwo, Niegodziwość opowiadając sobie nawzajem – jak to politycy się emocjonalnie i merytorycznie kłócili w studiu telewizyjnym a potem zgodnie i z sympatią podwozili się nawzajem odjeżdżając wspólnym samochodem ze wspólnym kierowcą.

Zdaniem niewyedukowanej większości każdy spór rzeczowy, przedmiotowy powinien automatycznie się przenosić na przestrzeń sporu osobistą. Nawet nie do pomyślenia jest – aby było inaczej.

Polacy nie potrafią się bowiem nie identyfikować personalnie ze swoją racją, swoim uprzedzeniem, swoją złością, swoim poglądem czy wiarą. Powszechnie przyjmuje się jako oczywiste, że to ja – jestem swoją wiarą, swoim przekonaniem, swoją agresją, swoją racją a nie że mam jakąś wiarę, pogląd, uprzedzenia czy czuję agresję, ale nią nie jestem. Na tym polega wizerunkowa – kwadratura, czyli analfabetyczne nie rozumienie ani idei Okrągłego Stołu ani reprezentatywności politycznej wyborców.

Poseł występujący bowiem publicznie – jest, powinien być zobowiązany – być nie sobą, ale reprezentantem swoich wyborców, ich dążeń, opinii, racji. Natomiast poseł – nie jest ucieleśnieniem sztucznej inteligencji, szczególnie jakiejkolwiek inteligencji – ani cyborga, ani zombi, ale niezależnie – prywatnie ma prawo być kim chce i przyjaźnić się z kim mu się tylko podoba.

Ale nie w Polsce – bo u nas poglądy, idee, wartości, racje – są ponad jednostkowym życiem czy ponad relacjami osobistymi. U nas romantycznie jest umierać za rację, za poglądy, za uprzedzenia – zamiast żyć dla nich.

W pełnej gotowości, by życie za coś romantycznie poświęcić – jakie znaczenie mają relacje osobiste? Tym bardziej stają się kozłem czy barankiem ofiarnym na ołtarzu Świętości Narodowych Mitów.

Nie szkoda róż – gdy płoną całe lasy.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się