Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 44

CZĘŚĆ CZTERDZIESTA CZWARTA

Zderzenie z piekłem polskim…

#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Stowarzyszenie Signum#osoby z niepełnosprawnościami#integracja#działalność charytatywna#pomoc społeczna#Warszawa#Muzeum Techniki#Klub Apple#media#społeczeństwo#rozczarowanie#działalność społeczna

Zderzenie z piekłem polskim…

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Stowarzyszenie Signum – Integrujące Niepełnosprawnych z Pełnosprawnymi – funkcjonowało razem z klubem Apple. Propagowałem moją koncepcję mniejszości zamiast niepełnosprawności również w aspekcie logiki i teorii mnogości. Z przerażeniem obserwowałem, że owej logiki i zawierania się zbiorów w sobie większość kompletnie nie mogła pojąć.

Ale trudno – byłem cierpliwy i organizowałem liczne imprezy, zloty, szkolenia. Dla mnie nie była to w żaden sposób działalność zarobkowa. Coraz więcej osób z niepełnosprawnością kinetyczną interesowało się informatyką i pracą przy komputerze. Ja sam pracowałem głównie na komputerze IBM AT. Swój legendarny Apple razem ze stacjami dysków i drukarką oddałem jednemu z niepełnosprawnych.

Pamiętam, że zgłosiła się do nas kobieta z niepełnosprawnym synem, mieszkająca przy ulicy Aspekt w Warszawie na 9. piętrze, mówiąc, że nie ma rodziny, że jest zdana wyłącznie na siebie i że od 19 lat nie była z synem na spacerze, bo nie jest w stanie go samodzielnie znosić i wnosić, a budynek nie miał windy na każdym piętrze, czyli trzeba by go nieść przez pół piętra. Opowiadała, że kiedyś nawet sąsiedzi pomagali, ale od 19 lat nie może nikogo doprosić o pomoc.

To była bardzo specyficzna okolica. Tam zasiedlano kiedyś byłych więźniów, przydzielano mieszkania komunalne wysiedlanym osobom z dzielnicy Praga. Jednym słowem – nie najciekawsza okolica. Wysłaliśmy tam kogoś, by zweryfikować to, co nam ta kobieta opowiedziała. Wszystko się potwierdziło. Chłopak, którego wysłałem, nawet próbował rozmawiać z sąsiadami tej kobiety. Od jednego usłyszał, że ma w dupie jakiegoś niepełnosprawnego bachora, od drugiego, że za zapłatę to dlaczego nie, może chłopaka znosić i wnosić, od innego, żeby z takimi bzdurami mu nie zawracać dupy. No, cóż – to także był element świata, w którym żyliśmy.

Pamiętam, że stawaliśmy na głowie, aby udało się zamienić to mieszkanie na inne, przynajmniej na parterze. Po wielu staraniach dopięliśmy swego i rzeczywiście udało się ich przeprowadzić na ulicę Przasnyską w Warszawie na Żoliborzu do parterowego mieszkania, nawet z małym ogródkiem.

Jeździłem po wielu firmach z propozycją, aby mnie wsparli czy przynajmniej przekazali jakieś starsze komputery naszym niepełnosprawnym.

Niestety były to działania nadaremne. Nikogo nie interesował ani los stowarzyszenia, ani niepełnosprawni – z dwoma wyjątkami na przestrzeni ponad 5 lat. Po pierwsze ówczesny prezes PZU przekazał mi na wyjazd integracyjny 5000 złotych, a po drugie Ryszard Kajkowski, prowadzący firmę CSK – Computer Studio Kajkowski, przekazał 3 komputery marki Lidia, a były to klony komputera Apple.

Po latach okazało się, że wzbudza to zawiść i zazdrość wśród niektórych uczestników Stowarzyszenia. Nie byliśmy w stanie wszystkim zapewnić komputerów czy mieszkań.

Coraz bardziej byłem zmęczony swoimi działaniami.

Po pierwsze: z powodu absolutnej ciszy medialnej. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego żaden dziennikarz nie napisał nigdy żadnego dobrego słowa (oprócz jakiejś jednej gazety osiedlowej) na temat działań Stowarzyszenia, nie wspominając o mojej poprzedniej działalności dla niesłyszących. I nie chodziło mi o popularność – bo ją zdobyłem i ją i tak wykorzystywałem w swoich programach do propagowania moich idei. Chodziło o to, aby uwspólniać działania na korzyść niepełnosprawnych oraz nowych trendów, jakie proponowałem.

Żaden dziennikarz w Polsce, żaden psycholog, żaden pedagog nie zainteresował się wymienionymi tematami. Czułem się w tym wszystkim osamotniony. Dopiero później poznam i wykorzystam w pełni mechanizmy rządzące mediami w Polsce.

Po drugie: narastały napięcia wewnątrz Stowarzyszenia – dlaczego X otrzymał komputer, a nie Y, ile Tymochowicz na nas zarabia i co robi z tymi wielkimi podobno pieniędzmi?

Skumulowało się to także z postawą nie tyle wielu niepełnosprawnych, co bardziej ich rodziców. Nie oczekiwałem jakiejś wielkiej wdzięczności czy uznania, ale przynajmniej jakiejś minimalnej pomocy w sprawach organizacyjnych. Zamiast tego zderzałem się z nieprawdopodobną postawą roszczeniową samych rodziców dzieci niepełnosprawnych.

Pamiętam pretensje kilkorga z nich na jednym ze zlotów – dlaczego to wszystko tak długo trwa, a nie zadbaliśmy o posiłki dla ich dzieci. Uprzejmie wyjaśniłem, że jesteśmy w centrum Warszawy i że nie brakuje w pobliżu barów i restauracji. W odpowiedzi usłyszałem, że moim psim – tak, powiedzieli – psim obowiązkiem jest zorganizować darmowe dla nich posiłki, bo przecież na nich wszystkich na pewno krocie zarabiam.

To stało się przysłowiową kropką nad i. Nie dość, że poświęcałem swoje własne prywatne pieniądze na organizowanie wielu rzeczy, nie dość, że poświęcałem charytatywnie czas i energię, to jeszcze litania zarzutów podobna do tej, którą raczony był Marek Kotański.

Na najbliższym zlocie przytoczyłem te wszystkie rozmowy, powiedziałem wprost, co o tym wszystkim sądzę, i w takim razie – powiedziałem – że nic tu po mnie, rezygnuję z dalszej współpracy, pozostawiam wam wszystkim prawo do korzystania z nazwy Signum oraz Klubu Apple.

Wielu niepełnosprawnych i aktywistów żegnało mnie ze łzami w oczach. Tak jak podejrzewałem, nikt dalej nie poprowadził ani klubu, ani stowarzyszenia, mimo że dyrektor Jasiuk dalej był gotów darmowo udostępniać sale Muzeum Techniki.

Pozostawaliśmy zresztą w stałym kontakcie. Czasem zapraszał mnie na różne elitarne imprezy artystyczne, na których poznałem profesora Bardiniego i wielu ówczesnych aktorów i pisarzy.

Tak skończyła się moja przygoda z działalnością charytatywną – aczkolwiek wielokrotnie nieodpłatnie pomagałem różnym osobom później, gdy prowadziłem swoją firmę.

Niebawem będę świadkiem wstrząsającej historii powstania firmy Prokom, poznam również Solorza-Żaka przed jego okresem świetności i wiele innych znanych później ludzi.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się