Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 45
CZĘŚĆ CZTERDZIESTA PIĄTA
Kapitalizm po polsku…
#Piotr Tymochowicz#Moje życie#kapitalizm po polsku#Ryszard Kajkowski#Ryszard Krauze#CSK#Prokom#komputery#Apple#IBM#informatyka#biznes#transformacja gospodarcza#przedsiębiorczość#lata 80.
Kapitalizm po polsku…
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Prawdziwy kapitalizm tworzył wielki kapitał, ale i wolną klasę średnią. Liczyła się wolność gospodarcza, innowacyjność, jakość zarówno produktów, jak i usług – nie wspominając o kreatywności i zdrowej konkurencji.
W Polsce nie było ani wielkiego kapitału, ani tym bardziej klasy średniej. W Polsce była korupcja, układy i pseudo-kapitalizm w dwóch postaciach: w postaci monopolu instytucji wspomagających swoich zaufanych oraz w postaci politbiznesu – czyli układów biznesowych drenujących skarb państwa pod pretekstem uprawiania odpowiedzialnej polityki pro-państwowej.
Do dziś istnieje ten sam teatr "dla ubogich" w dwóch bliźniaczych dziedzinach: w sądownictwie, gdzie odgrywa się teatr pozorów dla ubogich intelektualnie, podczas gdy prawdziwe wyroki ustala prokurator z sędzią poza rozprawami. Oraz w polityce, która jest sposobem ustawienia się finansowego do końca życia pod warunkiem współpracy z liderami. Państwo jest traktowane jak partyjny folwark prywatny, społeczeństwo jak pożyteczni w czasie wyborów elekto-idioci. A rzekoma polska racja stanu i interesy kraju rozumiane jako dobro obywateli to propagandowa zasłona dymna dla bezkarności, malwersacji i partykularnych oraz partyjnych interesów.
Myślę, że tak samo jak kiedyś można było w Polsce obserwować parodię komunizmu, czyli socjalizmu realnego, tak potem patologiczną parodię kapitalizmu i wolnego rynku, nie mówiąc o demokracji. I tak jest do dziś.
Miałem okazję obserwować to na tak wielu przykładach, i z bliska, i na własne oczy, że będę do tego wracać często w kolejnych odcinkach.
Na razie przedstawiam krótką historię o zarabianiu po polsku, czyli o przekrętach i wszechobecnych służbach zamiast innowacyjnych firm.
Był sobie Ryszard Kajkowski – uwierzył w polski kapitalizm, ale bardzo szybko zorientował się, że innowacyjność w legendarnym garażu, genialni programiści i konstruktorzy to tylko niewiele znaczący wstęp do jakiegokolwiek rozwoju.
Fakt – w Polsce było embargo na innowacyjne technologiczne produkty i aby je skutecznie omijać, niezbędna była współpraca ze służbami na wielu poziomach. Ryszard, niczym Romeo Monteki, poślubił przedsiębiorczą Lidię, niczym biznesową Julię Kapuleti.
Początkowo rody nie przepadały za sobą. Polski ród Monteków to był ród osadzony w ideałach ciężkiej pracy, ale i geniuszu twórczego. Polski ród Kapuletich to byli wojskowi lub aktualni przebierańcy, ale zatrudnieni w służbach.
Mimo mezaliansu miłość kwitła – Ryszard tworzył. Zresztą w monolicie polskim trudno by było o prawdziwy mezalians, bo niby kogo z kim? W Polsce były pseudo-mezalianse. Robotnika z chłopem? Proletariusza z towarzyszem? Agenta WSI z agentem ABW?
W Polsce były raczej pseudo-mezalianse. Tak czy owak firma CSK – Computer Studio Kajkowski rosła jak na drożdżach. Embarga przy pomocy mundurowych udawało się omijać, klon Apple'a powstał. Jak przystało na zakochanego Romea, Ryszard nadał mu imię Lidia. Lidia, jeszcze przed owieczkami Dolly, została całkiem udanym klonem Apple'a. A nawet była więcej niż klonem, bo w swoim wnętrzu oprócz procesora 64000 miała dodatkową kartę z procesorem Intel 8080, czyli Lidia mogła czasem udawać Apple, a czasem IBM.
I tak by trwała ta sielanka, gdyby nie ambicje Ryszarda. Ryszard chciał więcej – chciał być klonem Steve'a Wozniaka, względnie Steve'a Jobsa. I nawet jak na warunki polskie początkowo całkiem nieźle się to udawało.
Problem polega jednak na tym, że marzenia niedoszłych klonów są bardzo podobne. I był sobie inny Ryszard, także związany z mundurami, choć potem popadnie u nich w niełaskę. Ten inny Ryszard, nazwijmy go Ryszardem 2.0, trochę młodszy, trochę bardziej ambitny i trochę bardziej uwodzicielski.
Tyle że u Lidii to "trochę" robiło wielką różnicę. Najpierw był układ: ja pomogę w tym i w tym, ty dasz mi to i to, mamy wiele, ale "zbudujemy razem fabrykę" – "dał nam przykład Żeromski, jak zwyciężać mamy".
Byłem sobie kiedyś u Ryszarda 1.0, czyli Kajkowskiego, w pięknym domku na wzgórzach Gdyni Orłowo, gdzie razem z Lidią zastanawiali się, jak uczcić obecność nowego wspólnika Ryszarda 2.0, czyli w skrócie Krauzego, w firmie CSK.
Lidia zaproponowała nową nazwę firmy, a mi jakąś nieokreśloną jeszcze formę współpracy, choć było dla mnie czymś oczywistym, że będą chcieli, bym uprawiał dla nich coś w rodzaju kryptoreklamy w mediach, dlatego nabierałem coraz większego dystansu. Potem zjawił się u nich Ryszard 2.0 z bukietem pięknych róż, które na kilometr pachniały nowym romansem, tylko nie do końca było wiadomo, czy tylko z firmą CSK, czy również z panią Lidią kochającą róże.
Patrzyłem w skupieniu na Ryszarda 1.0 i zdawało mi się, że widzę o wiele więcej niż on. Kajkowski był niepoprawnym marzycielem komputerowym.
Pamiętam, jak Lidia trajkotała o nowej nazwie firmy. "Zobaczcie, jaką fajną drużynę stanowimy, taką kontrabandę, a może to dobra nazwa – Kontrabanda KK, Kajkowski Krauze." Zauważyłem, że słowo "kontra" trochę źle wróży. Lepiej użyć już przedrostka "Pro" niż "Kontra". To już słowo neologizm "ProBanda" byłby lepszy. Ale z drugiej strony trochę ostatnio namnożyło się band mafijnych w Polsce, to może nie siebie powinniście adorować, ale to, co robicie – produkt może.
Może ProKomputer – zaproponowałem.
"Och, jak cudownie!" – wykrzyczała Lidia. "Ale skróćmy to jeszcze do Kom, czyli Prokom."
I tak przyczyniłem się niechcący do powstania Prokomu.
Potem wydarzenia potoczyły się dość szybko. Lidia została oficjalną Julią – Nową Prokomową Julią Ryszarda Krauzego. Ryszard Kajkowski trafił na przysłowiowy bruk, ewakuował się z rozpaczy z kraju, aby nowego garażu szukać w Kanadzie.
To nawet bardzo pragmatyczna zmiana była – zamiana jednego Ryszarda na innego Ryszarda nie buduje niepokojących pomyłek ani w łóżku, ani przy alkoholu, nawet jak się człowiek zapomni. A nawet inicjały pozostały te same, więc brandowo nie trzeba było wiele zmieniać.
Niestety małżeństwo czy romans z nowo powstałym Prokomem był znacznie silniejszy niż róże dla Lidii i dlatego i ona została porzucona bez większych skrupułów.
Tak na polskim firmamencie zakwitł może nie klon Panasonic, ale zakwitła nowa potężna firma, która zdobywała wszystkie przyczółki politbiznesu.
No cóż, jaki kraj – takie klony.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com