Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ

CZĘŚĆ TRZYDZIESTA DRUGA

Moja uczelniana rebelia.

#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Teoria Q#Uniwersytet Warszawski#fizyka#studium wojskowe#edukacja#studia#profesor Namysłowski#teoria superstrun#nauka#wolność akademicka#własna teoria#lata 80.

Moja uczelniana rebelia.

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Mam coraz większe problemy w dziekanacie w związku ze szkoleniem wojskowym, które jest obowiązkowe. Nie zapominajmy, że formalnie cały czas trwa stan wojenny. Do wszystkiego dotąd mogłem się pokornie dostosować, wszystko, co potrzebne, zaliczyć. Jestem przygotowany na to, aby zdać większość przedmiotów do czwartego roku włącznie, ale podporządkowanie się studium wojskowemu to nie złożenie podpisu pod jakąś deklaracją, że do czegoś przystąpię, ale realne zajęcia w plenerze z palną bronią w ręku.

To nie jest drobiazg ani jakaś moja fanaberia. To fundamentalne przekonanie, że w żaden sposób nie dołożę się do tego i nie zaakceptuję tego, aby ćwiczyć z bronią, której jedynym celem jest zabijanie nie wroga, nie obiektu, nie punktu na celowniku, ale żywego człowieka.

To nie jest nawet kwestia mojego wychowania – nikt mi mózgu na ten temat nie zmył – to moje wewnętrzne przekonanie, które jest ważną cząstką tego wszystkiego, czym jestem. Tak, trenowałem intensywnie aikido i inne formy walki wręcz, ale ewentualnie po to, aby umieć siebie lub swoich bliskich skutecznie obronić, po to, aby wykorzystać agresję przeciwnika przeciw niemu samemu.

A najbliższy był i jest mi pogląd, że ideałem jest takie życie, by w ogóle korzystanie z walki wręcz było niepotrzebne. Bo trening nie polega na przygotowaniu do realnej walki – to tylko jedno z marginalnych uzasadnień. Trening polega na tym, aby wzmacniać siłę charakteru, poczucie pewności siebie, własną odwagę cywilną, a nie na tym, aby sprawnie zabijać.

Czuję, że zbyt łatwo nie dojdę do porozumienia z ówczesnym, narzuconym systemem. Zastosuję więc fortel wymijający. Odłożę problem na później, kiedy będę może miał mocniejsze argumenty i jasność, jaką pracę dyplomową mam napisać. Czyli postanowiłem wystąpić o urlop dziekański – na jeden rok.

Taką pracę musi zaakceptować promotor-naukowiec i taka praca – jeśli osiągnie sukces – idzie w całości na rzecz i na chwałę promotora. I to nie koniec w polskim systemie akademickim – kolejne prace w roli asystenta także idą na „cześć i chwałę” promotora, a nie jego asystentów. To chory system od podstaw. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych karierę może zrobić pojedynczy student, jeśli jest zdolny, i tylko jemu będą przypisane prawa autorskie.

Mogę zapomnieć o tym, abym mógł napisać jakąś własną teorię. To z definicji niemożliwe, a zresztą i tak nie miałbym do niej żadnych praw.

W tamtym czasie nieśmiało przebija się jedna koncepcja, dotykająca fundamentalnych rzeczy – teoria superstrun. Zaczynam rozmawiać na ten temat z kolejnymi wykładowcami, czołowymi fizykami polskimi. Żaden z nich nie traktuje tej teorii na poważnie. Uważają, że to czysta strata czasu.

Jest tylko jeden naukowiec o opinii niepoważnego szaleńca – profesor Namysłowski, który zajmuje się na Hożej superstrunami. On jeden uważa, że teoria ta ma ogromny potencjał. Opowiadam mu – jako jedynemu – o swoich przemyśleniach nad potrzebą zbudowania fizyki z obserwatorem i matematyki z brzytwą Ockhama. Twierdzi, że moje przemyślenia są na tyle odważne – co, jak mówi, bezczelne – że mogą być strzałem w dziesiątkę. Zachęca mnie do tego, abym na razie nie myślał o pracy dyplomowej, ale abym rozwijał swoją teorię, nawet jeśli nie będzie ona znajdować akceptacji u autorytetów.

Profesor Namysłowski uwrażliwił mnie na dwie rzeczy: Po pierwsze, powiedział, że tylko absurdalnie szalona teoria ma szansę być prawdziwym opisem świata, bo świat absolutnie nie jest tym, czym myślimy, że jest, ale z naszego punktu widzenia najprawdopodobniej jest absurdalnym szaleństwem. Jednym słowem – tylko szalona teoria, burząca podstawy wszystkich naukowych dogmatów, ma szanse prawdziwie opisywać szalony świat. Po drugie, powiedział, że coś dziwnego dzieje się z naszymi umysłami i że fizyka teoretyczna jest jego zdaniem papierkiem lakmusowym, który to pokazuje. Otóż, jeśli nie stworzymy czegoś absolutnie innowacyjnego w fizyce do dwudziestego piątego roku życia, to już nigdy nie stworzymy. Miał taką teorię, że tylko wtedy nasze umysły są na tyle odważne i szalone, że to powinien być najbardziej twórczy okres, bez żadnych ograniczeń.

Powiedział mi: to twój czas, nie pozwól, aby ktokolwiek czy cokolwiek ci ten czas zabrało. Miej odwagę tworzyć i mówić własnym głosem.

To, co powiedział wtedy profesor Namysłowski, brzmiało jak proroctwo – i takim w pewnym sensie się stało.

Kwestia posiadania dyplomu traciła z każdym miesiącem moich przemyśleń na znaczeniu. W końcu zwyciężył wstrząsająco logiczny i pragmatyczny osąd. Przecież swojej przyszłości nie wiązałem z Polską. A niemal wszędzie za granicą każdy polski dyplom, każdy tytuł naukowy wymaga procesu nostryfikacji. Miałem relację z takich nostryfikacyjnych procesów, które były równie skomplikowane jak sama obrona tytułu. Więc po co się wysilać dwukrotnie, jak można się skupić na obronie pracy bezpośrednio za granicą.

To był pierwszy powód. Powód drugi to absolutna specyfika polska, gdzie najważniejszy jest papier, udokumentowane wykształcenie, pisma, zaświadczenia, poświadczenia, dokumenty, a nie realne umiejętności. W USA kompletnie bez znaczenia było, czy mam jakiś papier – liczyły się konkretne umiejętności i doświadczenie.

Po trzecie, studiowałem na kilku kierunkach jednocześnie, co prawda nieformalnie, ale jednak. Pisanie pracy dyplomowej w znaczny sposób ograniczyłoby moją aktywność, a oprócz tego zaczynałem tworzyć swoją własną teorię wszystkiego.

W rezultacie nie przystąpiłem do obrony jakiejkolwiek pracy, poświęcając ten czas koncepcji Teorii Q, a na dodatek nie zaliczyłem studium wojskowego, co było bezpośrednim powodem, aby mnie – jak to się ładnie mówiło – relegować z wydziału fizyki. Stałem się tym samym wolnym słuchaczem na wszystkich wydziałach UW, które mnie interesowały.

Nie przewidziałem jednego: że wiele lat później będę miał nienawidzących mnie hejterów, którzy zrobią wszystko, aby mnie zdezawuować, niszczyć czy upokarzać.

Dlatego bardzo często znajdziecie w sieci próby dyskredytowania mnie, począwszy od tego, że zostałem wyrzucony z wydziału za formalne niezaliczenie drugiego roku, a tak naprawdę bezpośrednim powodem było owe studium, niezależnie od tego, że nie napisałem świętej w Polsce pracy dyplomowej.

Kilkakrotnie organizowano całe nagonki na mnie i tam właśnie pojawiały się te fakty jako koronne argumenty, że nie mam prawa z racji braku dyplomu mówić czy pisać o fizyce czy matematyce.

Niektórzy szli dalej i kwestionowali także moją maturę. Te kłamstwa powtarza się wielokrotnie, w nadziei, że odpowiednio wiele razy wypowiedziane kłamstwo staje się Prawdą.

Jak napiszę później – dla mnie Polska staje się krajem sankcjonującym, doceniającym nie Prawdę Człowieka nie Prawdę Performatywną, ale niemal wyłącznie Pseudo Prawdę dyplomów, kwitów, zaświadczeń, dokumentów i innych śmieci.

Polska to Nobilitowanie Papierowego Państwa, Papierowych Wartości Ludzi, i papierowych asekuracji i iluzji.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się