Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 14
CZĘŚĆ CZTERNASTA
Znowu znalazłem się na bruku…
#Piotr Tymochowicz#samodzielność#korepetycje#liceum#edukacja#młodość#Warszawa
Znowu znalazłem się na bruku…
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Pamiętam – był listopad albo grudzień, w każdym razie była to najbardziej znienawidzona przeze mnie pora roku. Jak zwykle kierowałem się pewnego ranka do szkoły, do której już zdążyłem się jakoś przyzwyczaić.
A w moim życiu zmieniło się tylko tyle, że nie mieszkałem już z rodzicami na dalekiej Chomiczówce, po przeprowadzce z wcześniejszego Żoliborza, ale samodzielnie wynajmowałem małe mieszkanko przy ulicy Grażyny na Mokotowie.
Nie był to efekt żadnego konfliktu. Miałem jak najlepsze relacje zarówno z moimi rodzicami, jak i z moimi dziadkami. Po prostu pragnąłem większej samodzielności. W Berlinie pamiętałem, że było to normą czy zwyczajem, iż młodzi ludzie po szesnastym roku życia zaczynali mniej albo bardziej samodzielne życie. Rodzice mieli na początku swoje obiekcje, ale ostatecznie wyrazili zgodę – mając do mnie zawsze zresztą bardzo duże zaufanie, co bardzo sobie ceniłem.
Nie mieli też za dużo czasu na mnie, ponieważ zajęci byli budowaniem dużego, własnego domu w Miasteczku-Ogrodzie, w Podkowie Leśnej pod Warszawą.
Moją ambicją i pragnieniem także było to, aby nie brać od nich pieniędzy na życie, na moje potrzeby, ale by sprawdzić się samemu i samodzielnie zacząć zarabiać. A żyłem z udzielanych korepetycji – z matematyki, z fizyki, z niemieckiego oraz angielskiego, ale bywało także, że z chemii. Oczywiście zarabiałem nielegalnie – nie płaciłem żadnych podatków, nie miałem żadnej firmy, ale stawałem się coraz bardziej popularny, ponieważ byłem bardzo skuteczny oraz rozwijałem partnerski stosunek do moich uczniów.
Bywało, że byli to uczniowie ze szkół podstawowych, ale coraz częściej ze szkół średnich również. Powoli specjalizowałem się w przygotowywaniu do matury, ponieważ cały materiał z fizyki i matematyki opanowałem wcześniej. Stać mnie było na wynajmowanie mieszkania i całkiem normalne życie.
Od tego momentu nigdy nie wróciłem na tzw. garnuszek swoich rodziców.
Od nich otrzymałem tylko jedno w prezencie: nowe BMW 316, które jak na owe czasy było czymś wyjątkowym. Szybko zrobiłem też prawo jazdy.
Pamiętam, gdy przekroczyłem próg szkoły, zostałem bardzo brutalnie przywołany przez szkolnego ciecia do porządku, w stylu: „A gdzie to leziesz – w buciorach?” „A zmienić obuwie – szczeniaku – to nie łaska?”
Wtedy spokojnie podszedłem do pana ciecia i wyjaśniłem mu, że po pierwsze nie czuję się psem, a mianem „szczeniak” czy „szczenię” określa się raczej inny gatunek zwierząt; po drugie, że nawet jeśli ma rację, szkoła jest miejscem, gdzie powinno się uczyć młodych ludzi szacunku do siebie nawzajem, niezależnie od wieku; po trzecie – żeby zajął się czymś pożytecznym w życiu, to nie będzie musiał zarabiać jako cieć sprawdzający obuwie.
Jednak bez słowa sprzeciwu, posłusznie pomaszerowałem do szatni, aby zmienić obuwie.
Kilkanaście minut później zostałem wywołany z klasy na audiencję u pana dyrektora. Już miałem sporą dawkę złych przeczuć. Pewnie cieć szkolny poszedł do dyrektora na skargę.
Jakież było moje zdziwienie, że za biurkiem dyrektora siedzi sobie rozwalony w wygodnym fotelu mój znajomy cieć – a raczej dyrektor – którego wziąłem za ciecia.
Dałem wyraz swojemu zdziwieniu, przeprosiłem nawet, ale dodałem, że nie umniejsza to winy dyrektora w tym, że moim zdaniem nieodpowiednio się zachował, a przecież swoim zachowaniem powinien dawać przykład.
Dyrektor wyglądał na wielce obrażonego, dlatego dodałem, że nasza interakcja, która i tak nie miała świadków, może chętnie pozostać tylko między nami. To chyba rozjuszyło go jeszcze bardziej.
Powiedział, że w trybie nadzwyczajnym zwoła posiedzenie całej kadry nauczycielskiej i będzie optować za wyrzuceniem mnie ze szkoły.
Po takiej ripoście powiedziałem mu, że a takim razie ułatwię mu zadanie i sam od jutra wyniosę się na dobre z jego szkoły, którą widocznie traktuje jako swój folwark prywatny. Dodałem, że jeśli ktoś taki jak on jest wizerunkiem i reprezentantem szkoły, to ja także nie chcę mieć z taką placówką nic wspólnego.
I wyszedłem. I wyszedłem – dosłownie ze szkoły – i już nigdy do niej nie wróciłem.
Zainteresowałem się szkołą niedaleko od miejsca, gdzie mieszkałem, także na Mokotowie – Liceum Zygmunta Modzelewskiego z językiem rozszerzonym niemieckim, co mi bardzo odpowiadało, przy ulicy Fryderyka Joliot-Curie 14.
Czyli zapowiadało się, że trzeci swój rok szkoły średniej spędzę w trzeciej z kolei szkole.
Dyrekcja nowej szkoły zgodziła się na to, abym przez dwa tygodnie uczęszczał jako wolny słuchacz-obserwator, aby potem wspólnie podjąć decyzję.
Niestety do żadnej decyzji wspólnej nie doszło, ponieważ wyrzucono mnie z tej szkoły jeszcze zanim mnie do niej przyjęto. Ale o tym w kolejnym odcinku.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com
Premium
To, co publiczne, jest początkiem. Premium otwiera dostęp do pełnych historii, rozszerzonych odcinków „Moje życie – Piotr Tymochowicz” oraz wyjątkowych publikacji o Teorii Q.
Zaloguj się lub załóż konto, aby uzyskać dostęp do pełnego materiału.