Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ
CZĘŚĆ PIĘTNASTA
Jak zorganizowałem strajk w Polsce
#Piotr Tymochowicz#autobiografia#strajk szkolny#liceum#Warszawa#protest#edukacja#prawa ucznia#młodość
Jak zorganizowałem strajk w Polsce
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Liceum Modzelewskiego wydawało się ostateczną metą mojej szkolnej tułaczki. Tym bardziej, że pozwolono mi być obserwatorem na lekcjach w wybranych klasach. Nie było co prawda pianina, nie spotkałem co prawda fizyków ani matematyków pasjonatów, ale liczyłem na spokojne dotrwanie do matury i po jej zdaniu na inne życie na studiach.
Uczniowie mówili o swojej szkole bez większego entuzjazmu, ale i bez przesadnej krytyki – więc nastawiałem się na szybkie przeniesienie papierów.
Jeden dzień jednak wszystko zmienił.
Wychodziliśmy z lekcji i w szkolnej szatni zwróciłem uwagę na zapłakaną dziewczynę, jak się potem okazało, klasy maturalnej. Nie przeszedłem obok niej obojętnie.
Po kilku minutach zwierzyła mi się, że właśnie została – jak to się ładnie wtedy nazywało – relegowana ze szkoły z powodu ciąży. Wysłuchałem cierpliwie jej historii, by następnego dnia porozmawiać z dyrektorem szkoły, aby to wyjaśnić i spowodować ewentualne cofnięcie decyzji pozbycia się jej ze szkoły. Okazało się, że najpierw nikt nie chciał na jej temat rozmawiać, a potem w tzw. pokoju nauczycielskim w półsłówkach mówiono o złym przykładzie dla młodzieży, o jej patologicznej rodzinie i rozwiązłym życiu. Jeden z nauczycieli wprost zapytał mnie, skąd nagle moje zainteresowanie tą dziewczyną i czy przypadkiem ja nie jestem sprawcą jej ciąży.
To była dla mnie szokująca niesprawiedliwość i szokujące zakłamanie. I to nazywało się kadrą pedagogiczną. Ale ok, nie poddałem się tej sytuacji i zaczepiałem na przerwach uczniów różnych klas, aby coś zorganizować – by tłumnie stawić się u dyrektora i zaprotestować całą społecznością.
Nigdy nie zapomnę, jak na mnie wtedy patrzyli. Dla jednych byłem kosmitą, dla innych nawiedzonym, a dla jeszcze innych jakimś psychicznym aktywistą. Najczęściej spotykałem się ze wzruszeniem ramion albo krótkimi docinkami w rodzaju:
– A skąd ty się urwałeś? – A co mnie to obchodzi? – Spierdalaj z takimi pomysłami.
Łącznie może do jakichkolwiek działań udało mi się pozyskać zaledwie kilka osób i to o dziwo – z wyłącznie młodszych klas. Z klas maturalnych nikt nie chciał ani ryzykować, ani się zaangażować w jakikolwiek protest.
Pamiętam, że całą noc zastanawiałem się, co z tym dalej zrobić. Nie akceptowałem swojej porażki w próbach przekonywania uczniów.
Następnego dnia postanowiłem pójść na całość.
Wymyśliłem prosty podstęp, który chciałem jak najszybciej zrealizować, zanim mnie wyrzucą za wcześniejsze moje interwencje. Przeszedłem się na pierwszej lekcji przez wszystkie niemal klasy i skłamałem, że jest zarządzenie dyrektora, że za dwadzieścia minut wszyscy uczniowie mają się zebrać w sali gimnastycznej – bez nauczycieli.
Wszyscy przyjmowali to bez sprzeciwu. Gdy kończyłem swój „obchód", przedarłem się przez tłum uczniów, wszedłem na lekkie podwyższenie i zacząłem mówić.
O dziwo – spokojnie mnie słuchali, a ja miałem chyba pierwsze w swoim życiu moje prawdziwie charyzmatyczne przemówienie.
Nie oszczędzałem ich. Najpierw powiedziałem w kilku zdaniach o tym, jak mnie z dwóch szkół wyrzucono, co wzbudziło i zainteresowanie, i paradoksalnie szacunek oraz zaciekawienie. A zaraz potem opowiedziałem o nieznajomej dziewczynie ich własnej szkoły i o tym, jaką parszywą i haniebną sprawą jest obojętność, egoizm, ignorancja na czyjąś krzywdę.
Powiedziałem im, że po latach sami nie będą chcieli spojrzeć we własne lustro, jeśli teraz stchórzą, jeśli wypną swoje tyłki na los tej uczennicy. Prosiłem ich, aby przez moment wyobrazili sobie, że to oni są wyrzucani ze szkoły i nagle spotykają się z całkowitą obojętnością – albo lakonicznym zdaniem: „Spierdalaj, co mnie to obchodzi."
O dziwo – to zadziałało. Nagle urodził się entuzjazm, aby napisać protest, który by wszyscy podpisali. A ponieważ i tak nikt nie wierzył, że ktokolwiek weźmie to pod uwagę, wpadliśmy na pomysł, aby przedtem zorganizować strajk ostrzegawczy – na przykład dwudniowy. W końcu – modne się stawały wtedy strajki w Polsce.
Mieli mi dać znać następnego dnia, na kiedy wyznaczyli ów strajk. Ale następnego dnia nikt się nie odezwał. A ja pozostałem w domu.
Minął kolejny dzień, może dwa, i w pewnym momencie dowiedziałem się z Dziennika Telewizyjnego albo jakiegoś reportażu – już nie pamiętam – że oto w podanym liceum w Warszawie uczniowie, za namową jakichś wywrotowców, zorganizowali strajk okupacyjny czterodniowy.
Czyli media zrobiły z tego strajk polityczny.
Jak się później dowiedziałem, afera była wielka, włącznie z przesłuchaniami na policji, ale niestety decyzji nie zmieniono i dziewczynę i tak wyrzucili. Nie miałem z nią później żadnego kontaktu.
I tak przyczyniłem się do zorganizowania rzekomego strajku politycznego w apolitycznym liceum.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com