Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ
CZĘŚĆ SZESNASTA
Liceum w Szkole Pożarniczej
#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Liceum Lelewela#Szkoła Pożarnicza#Warszawa#Żoliborz#Anna Radziwiłł#Marek Piwowski#matematyka#edukacja#młodość
Liceum w Szkole Pożarniczej
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Moja tułaczka po liceach warszawskich wywołała zrozumiałe zaniepokojenie u moich rodziców, choć ja sam coraz mniej byłem zestresowany. Może nie tyle przyzwyczajałem się do ciągłych zmian, ile zaczynałem akceptować i rozumieć brak akceptacji mnie przez polski system szkolny.
Teoretycznie wystarczyło się dostosować, udawać, że system akceptuję, ale to właśnie kojarzyłem z jakąś bardzo depresyjną formą utraty własnej osobowości czy tożsamości. W takich sytuacjach najczęściej dochodzi się do przekonania, że to w danej osobie jest coś nie tak, a nie w całym otoczeniu.
Moją bazą, która skutecznie przed tym chroniła, było zaszczepione przez rodziców (nie przekonanie, że jestem absolutnie wyjątkowy, ale) solidne poczucie własnej wartości oraz wspomnienia własnych przeżyć z Berlina, gdzie świetnie sobie dawałem radę i gdzie byłem powszechnie akceptowany.
Ze strony moich rówieśników nie doznawałem jakiejś szczególnej formy przemocy, ponieważ na ogół wiedzieli, że potrafię się bardzo skutecznie obronić fizycznie. Natomiast moje umiejętności w matematyce czy fizyce budziły szczególny rodzaj szacunku. Mimo to mam świadomość, że z wielu powodów uznawano mnie za dość ekscentrycznego dziwaka, nie bardzo przystającego do przeciętnego, a czasem całego otoczenia. Z jednej strony lubiłem poznawać nowe osoby, podrywać dziewczyny, ale pielęgnowałem pozostanie sobą, ponieważ sprawiało mi to przyjemność i pozwalało skuteczniej realizować moje pasje.
Znany byłem z tego, że potrafiłem nudzić się na hałaśliwych dyskotekach, ale nie uciekałem z nich. Przeciwnie – potrafiłem siedzieć sobie w kącie i rozwiązywać moje ulubione równania różniczkowe czy analizować nowe algebry, w rodzaju algebry Liego czy algebry Clifforda.
W każdej sytuacji, kiedy nie odpowiadał mi świat zewnętrzny, potrafiłem z łatwością uciec do swojego równoległego świata – własnych myśli i pasji.
Budziło to wrażenie niespokojnej i zaskakującej inności, ale i czasem ciekawość.
Pamiętam takie znamienne zdarzenie, gdy wybuchłem entuzjazmem, sądząc, że odkryłem nowy dowód twierdzenia Pitagorasa, siedząc sobie w słoneczny dzień na szkolnym murku. Akurat przechodził obok kolega, pytając, co się stało. Gdy mu powiedziałem, z czego się cieszę, skomentował to jak większość w takiej sytuacji:
„O kurwa, ale cię pojebało”.
Reakcje takie zacząłem przyjmować jako naturalne i dobrze przewidywalne.
Powoli jednak odkrywałem pewną niepokojącą prawdę: że z niemal wszystkimi moimi rówieśnikami nie mam i nie będę miał raczej wspólnego języka. Będzie to w niedalekiej przyszłości skutkować wieloma przyjaźniami ze znacznie starszymi osobami.
Na przykład w pobliżu mojego miejsca zamieszkania przy ulicy Grażyny na Mokotowie, będącej boczną ulicą Puławskiej, znajdował się kultowy bar-knajpa „Mozaika”. Bywałem tam dość często, ponieważ mogłem łatwo ten odcinek pokonać na piechotę, a poza tym przyzwyczaiłem się do panującej tam atmosfery. Lubiłem przesiadywać sobie w ogródku tej knajpy i analizować różne problemy matematyczne.
Jednocześnie interesowałem się mijającą epoką PRL-u i nadrabiałem zaległości kinowe w stylu „Rejs”, „Miś” czy „Alternatywy 4”. I właśnie w owej Mozaice poznałem Marka Piwowskiego, reżysera „Rejsu”, który okazał się stałym bywalcem tej knajpy, często nie licząc wypitych kieliszków. Szybko się zaprzyjaźniliśmy i stał się moim stałym kompanem – może nie do kieliszka, ale do fascynujących rozmów.
Opowiadał mi arcy-ciekawe historie, nie tylko o filmie, ale o różnych paradoksach mijającej epoki. Marek okazał się bardzo ciepłym, sympatycznym człowiekiem o wielkim i jakże zaraźliwym poczuciu humoru. Dla mnie stał się nie tylko legendą tamtych czasów, ale takim polskim odpowiednikiem Bernarda Shawa. Bardzo sobie ceniłem tę znajomość. Marek doskonale zdawał się rozumieć moje szkolne perypetie i kiedyś nawet wypowiedział takie zdanie, że chętnie nakręciłby film o moich antyprzystosowawczych, antysystemowych przygodach.
Tymczasem odnalazłem bardzo ciekawą szkołę średnią, trochę ukrytą na Żoliborzu, na którym kiedyś mieszkałem – zainstalowaną w Wielkiej Szkole Pożarniczej. Wyglądało to tak, jakby Szkoła Pożarnicza przygarnęła edukacyjną sierotę w postaci Liceum im. Lelewela i pozwoliła jej się tam zainstalować.
Pozytywnie motywowało mnie to, że odnajdę tam wielu moich kolegów z dawnych lat, wręcz z podwórka i wspólnej niegdyś piaskownicy.
Pamiętam ten dzień, kiedy zaniosłem moje papiery. Dyrektorem szkoły była pani Podkowińska, o ile dobrze pamiętam, ale jej obowiązki pełniła wtedy Anna Radziwiłł – legendarna nauczycielka historii, a jak się później dowiedziałem, także legendarna opozycjonistka i pedagog.
Wyglądała na bardzo zajętą, ale przejrzała przy mnie moje papiery i niemal natychmiast powiedziała, że mam swoistą tradycję w byciu wyrzucanym ze szkół, i żebym w innej szkole poszukał szczęścia.
Wtedy, nie mając wiele do stracenia, powiedziałem: „Dobrze, ale proszę pozwolić mi na krótki komentarz”. Zgodziła się.
Powiedziałem jej, że jestem bardzo zawiedziony, bo słyszałem o niej bardzo wiele dobrego, wręcz zachwyty nad jej doskonałą pamięcią i wsparciem, jakim obdarza uczniów. A tymczasem spotykam osobę z wielkim nazwiskiem, która za dobrą monetę przyjmuje to, co jest w papierach, i nawet nie pyta mnie, jakie jest moje zdanie na ten temat.
Po tym fragmencie uśmiechnęła się i powiedziała:
„Wystarczy. Opowiedz proszę swoją wersję”.
Pamiętam, że słuchała moich przeżyć i moich interpretacji z wielkim, nieukrywanym zaciekawieniem, często wybuchając śmiechem.
W rezultacie zakomunikowała mi, że od jutra jestem mile widziany w jej szkole.
I tak zostałem uczniem Liceum im. Lelewela w Warszawie, w samym środku Żoliborza i Szkoły Pożarniczej. Obiecałem sobie, że tym razem postaram się dotrwać do matury. I tak zresztą się stało.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com