Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 62
CZĘŚĆ SZEŚĆDZIESIĄTA DRUGA — Nie ma Wolności bez Krasnoludków
#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Pomarańczowa Alternatywa#Waldemar Fydrych#krasnoludki#humor#autoironia#wolność#PRL#Wrocław#happening#polska mentalność#qLogos
Nie ma Wolności bez Krasnoludków
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Jest taka cecha myślę, której ani nikt dotąd nie zauważył ani nie opisał, związana bardzo mocno z polską mentalnością. Po latach obserwacji zauważam, że cecha ta manifestuje się czasem u innych nacji – ale jedynie w bardzo ortodoksyjnych enklawach.
Ludzie w takich enklawach wydają się często pozbawieni pewnego specyficznego i luzu i poczucia humoru na swój temat . Wydają się przesadnie poważni czy nawet nadęci, czy przekonani o swojej moralnej, czy intelektualnej czy kulturowej wyższości.
Polska mentalność nawiązuje moim zdaniem do takich zamkniętych i izolowanych enklaw.
To nie jest ogólnie brak poczucia humoru – bo PRL i jego absurdy były wyśmiewane często. Ludzie dowcipami reagowali na niedorzeczności systemowe, istniał kabaret polityczny razem ze swoistym kodem semantycznym „mówienia pomiędzy wierszami”,
pojawiały się doskonałe polskie komedie typu, „Miś”, „Rejs”, „Alternatywy 4”.
Ale brakowało zawsze pewnej swobody w sposobie bycia, tak zwanego – luzu, oraz autoironii sytuacyjnej.
Czyli śmiech – służył bardziej – wyśmiewaniu albo przeciwników albo samego systemu, czyli w pewien sposób wyrażaniu pogardy, sprzeciwu, dystansu ale nie był to śmiech z samego siebie, z naszej mentalności, przywar narodowych, martyrologii, mesjanizmu.
Polacy nie śmieją się sami z siebie, raczej ze swoich wrogów domniemanych czy prawdziwych, wolimy się zaśmiewać z innych.
Była cała lista polskich wartości TABU – z których nikt się w Polsce nie śmiał, zamiast były kpiny z siermiężnego ustroju, biurokracji i absurdów politycznych.
„Dzień Świra” pojawi się kilkadziesiąt lat później i raczej będzie pewnym wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Przeciętny obywatel Polski – jada na śniadanie nie tylko coś obfitego i konkretnego ale wciąga sobie tylko znanym sposobem – długi na wysokość ciała – kij od szczotki bez piór czy frędzelków – bo zamiast ma jakieś własne owłosienie na głowie.
Z tym kijem wychodzi na zewnątrz i pozostaje do końca dnia, by wieczorem wyjąć go jedną albo drugą końcówką i oprzeć o ścianę lub lóżko sypialni.
Nie mamy umiejętności – śmiania się sami z siebie, pokazywania dystansu do wyznawanych wartości religijnych, czy politycznych czy obyczajowych.
Wszystko co z nami związane lub naszymi poglądami musi być bardzo „seriozne”, nabzdyczone – jakby powiedział kiedyś dziennikarz muzyczny Marian Butrym.
A już nie daj Boże – naśmiewać się z naszych kompleksów czy niedowartościowania całościowego czy poczucia niskiej wartości, czy nawet takich konkretnych fatalnych przypadłości – wyniesionych w Polsce do rangi cnót narodowych czy przynależnych płci.
Czyli : nieśmiałość, fałszywa skromność, pozoranctwo, powierzchowność, mistycyzm, zaniżanie wartości innych, posłuszeństwo.
Przed epoką PRL’u byli tacy śmiałkowie – głównie wśród poetów.
W samej epoce słusznie minionej – owszem znalazłem pewne książkowe omówienia, ale na poważnie – bardzo serio – bez poczucia humoru – na przykład Załuskiego „Polskie Grzechy Główne”.
Jeśli będą humorystycznie poruszone polskie świętości, przywary narodowe, czy mentalnościowe – natychmiast uwidacznia się – polskie pieniactwo, oburzenie, obraza, agresja słowna, kłótliwość, zawziętość w udowadnianiu swoich racji. Przeciętny Polak nie potrafi poświęcić swojej racji na rzecz relacji, ale bardzo chętnie poświęci relację dla chwilowej racji.
Zauważyłem także – że owszem istniał w Polsce humor refleksyjny, kabaretowy, ale nie sytuacyjny, performatywny w stosunku do przeciwników.
Oni sami nie odwdzięczali się podobnym humorem prześmiewczym w stosunku do opozycjonistów. Funkcjonariusze partyjni i służbowi – mieli kije impregnowane w sobie na wszelkie punkty swobody – z wyjątkiem funkcji uginania się horyzontalnego w geście ukłony przed przełożonymi.
Zauważmy- że od nabzdyczonej powagi do kompromitującej śmieszności jest tylko jeden mały krok. A nie ma wizerunkowego lekarstwa na ośmieszenie, utratę tym samym wszelkiego autorytetu. Napuszony nawet bardzo silny przeciwnik skutecznie ośmieszony jest tylko bezradną kupą nieszczęścia z centralnie sterczącym kijem od szczotki.
Czy jest na to podaż ? Zawsze. Ale bardzo rzadko znajdują się odpowiednio kreatywni twórcy takiego interaktywnego humoru.
I oto na polską scenę – wkraczają Pomarańczowe Krasnoludki, Pomarańczowa Alternatywa. Przewodzi niej wrocławski student Historii Sztuki Waldemar Fydrych, mianujący się majorem krasnoludków. W Warszawie staję się pomarańczowym fanem tej formacji. Czuję – że to antidotum na wszystkie kije od szczotek a jednocześnie genialna pałka na ZOMO i inne represyjne formacje reżimowe.
Krasnoludek wziął się z plamy.
Kurą była plama na murze – krasnoludek – pomarańczowym jajkiem.
Po ogłoszeniu Stanu Wojennego – normą było wypisywanie na murach hasła :
Solidarność w czerwonym kolorze. Oddziały ZOMO dostawały regularnie rozkazy – zamalowywania tych haseł najczęściej białą farbą. Robiły się z tego pomarańczowe plamy.
W nocy z 30 na 31 sierpnia Fydrych i Wiesław Cupała domalowali na takiej łacie krasnala. Plama dostała nogi i duży kaptur.
Krasnale już nie były zamalowywane – bo to byłaby już walka nie z napisem – ale z krasnalami, więc ZOMO walczące z krasnoludkiem wygląda dość absurdalnie.
I śmiesznie zarazem. Groźny wizerunek formacji represyjnej zamieniłby się w wizerunek Pogromców Krasnali.
Temat podjęło pismo Pomarańczowa Alternatywa.
1 czerwca w Dzień Dziecka 1987 roku zorganizowała happening „Krasnoludki na Świdnickiej”. W kolejny Dzień Dziecka za rok tysiące ludzi wyjdzie na ulice Wrocławia w pomarańczowych czapkach z transparentami „Rewolucja Krasnoludków”.
Wróg przestaje być groźny – gdy zostaje ośmieszony, gdy walczy z dowcipem, gdy poważnie zaczyna traktować dowcip, gdy humor staje się jego wrogiem a nie tylko człowiek.
To wpisywało się świetnie w strategię – obłaskawiania wroga a jednocześnie pokazywało dystans do siebie.
Ja natomiast ulegnę tej magii może nie samych krasnali, ale pomarańczowego koloru, poznam także osobiście Majora Fydrycha.
Kilka lat później zorganizuję Pierwszy w Polsce – Happening Halloweenowy przy domach towarowych w Centrum Warszawy z małą nagłośnioną sceną obstawioną setkami pomarańczowych dyń. Wywoła to prawdziwy skandal w mediach. Wypowie się kościół, że to świętokradztwo i próba zmanipulowania Święta Wszystkich Świętych.
Ale to nie koniec.
Po kolejnych latach – namówię sztab kandydata na prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki na wybory w pomarańczowych barwach.
W naturalny sposób przejdzie to potem na Pomarańczową Rewolucję i Majdan.
Po kolejnych latach – namówię Janusza Palikota – by również promował swoją partię w tym samym pomarańczowym kolorze – co okaże się zresztą dobrą wróżbą, bo udaje się i jemu i jego partii dostać do sejmu.
Na tym zresztą nie koniec – ponieważ platforma którą rozwijam z Polakami z całego świata – qLogos teraz jest połączeniem biznesu, rozwoju osobistego i budowania wolnej społeczności – ale za moment stanie się międzynarodowym Ruchem Wolnościowo Społecznym – który nazwiemy – Wielkim Pomarańczowym Zjednoczeniem.
Bardzo mi zależało na tym – aby iskra takiej inicjatywy może nie tyle wyszła z Polski,
co była udziałem – Polaków. Tak mówi pewna przepowiednia.
I staramy się – aby „ciałem się stała”.
A przebudzenie ludzi prowadzące do rezygnacji z państw politycznych nazwiemy kiedyś
Wielką Pomarańczową Wiosną Ludów
Myślę, że i tak to wcześniej czy później jest nieuniknione jeśli jako cywilizacja mamy przetrwać. Trzeba będzie zneutralizować trwale – główne gniazdo w którym wykluwały się wojny, konflikty, sprzeczności interesów i korupcyjne enklawy.
A to były enklawy polityków – którzy reprezentowali nie wyborców swoich ale największe grupy interesów – i to im podporządkowywały cały państwo, które stawało się prywatnym folwarkiem – przemysłu zbrojeniowego, farmaceutycznego, korporacji bankowych i wielu innych.
Myślę – że przebudzenie takie i tak by nastąpiło jeszcze w XXI wieku na przykład w 2038 roku – jak to wynikało z mojego proroczego snu.
Ale skoro to przewidujemy – dlaczego mamy biernie czekać – dlaczego mamy nie przyspieszyć linii czasu.
A wszystko się zaczęło od zwykłej pomarańczowej plamy i drużyny krasnoludków Majora Fydrycha z Wrocławia.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com