Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 10
CZĘŚĆ DZIESIĄTA
Moja Szkolna Rebelia
#Piotr Tymochowicz#Liceum Reja#matematyka#fizyka#historia#edukacja#szkolna rebelia
Moja Szkolna Rebelia
(Moje Życie – według mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Pamiętam, jak bardzo mojej mamie w szczególności zależało na tym, abym ukończył jakąś renomowaną na tamte czasy szkołę średnią. Zapisała mnie do Liceum Reja w Warszawie, cieszącego się jedną z najlepszych opinii.
Niestety byłem „skażony” zupełnie innym nie tylko systemem edukacji, ale samym podejściem do ucznia i jego praw, co stało w silnej kontrze ze zwyczajami w Polsce. Ani mi nie było łatwo się dostosować, ani ja nie byłem pokornym i posłusznym – z ich punktu widzenia – uczniem.
Trudy bywania w szkole kompensowały mi jednak moje pasje. Coraz bardziej pasjonowałem się samą matematyką – a miałem szczęście, ponieważ nauczycielem moim był legendarny Jerzy Gniadek, sam pasjonat swojej dziedziny. Jerzy Gniadek nie bał się wybiegać daleko poza system obowiązkowo-szkolny, ale pokazywał nam już w pierwszej klasie średniej i przybliżał ciekawe konstrukcje matematyczne – takie jak Grupy, Ciała, Pierścienie, Przestrzenie Wektorowe. Miał do mnie również bardzo indywidualne podejście i wspierał mój rozwój niezależnie.
Jeśli chodzi o fizykę – którą także się pasjonowałem – nie miałem takiego szczęścia w samej szkole, ale kompensowałem jego brak tym, że regularnie uczęszczałem na tzw. kółko zainteresowań wspaniałego nauczyciela i fizyka – Tratkiewicza – który wykreował wielu olimpijczyków i prowadził pasjonujące zajęcia. Zajęcia te prowadził w Liceum Poniatowskiego w Warszawie.
Miałem także młodego nauczyciela historii, który stawiał nie na zapamiętywanie dat czy faktów, ale na swoistą logikę w tym, jak realizowała się historia ludzkości. Już wtedy miałem wrażenie, że nie ma czegoś takiego jak historia – że istnieje tylko zapis interpretacji zdarzeń, który z różnych punktów widzenia wyglądał zupełnie inaczej. Nie negując jego logiki, prowadziłem jednak zacięte spory o to, że historia nie jest ani nauką, ani wiarygodną dziedziną wiedzy, ale tylko ciągiem domniemań – do których przywiązujemy zbyt wielką wagę.
Bardzo wymownym przykładem była dla mnie kompletnie inna historia, której uczyłem się w Berlinie Zachodnim – a zupełnie inna jej interpretacja, jaką poznawałem w szkole średniej w Polsce.
W Berlinie dowiedziałem się, że Polska nie walczyła tak zacięcie z Niemcami, jak się o tym uczyłem w Polsce. Na podstawie polskiego przekazu można było sądzić, że Polska w zasadzie nigdy się nie poddała, walczyła do końca. Ponadto, że nic tak nie było ważne dla Polaków, jak bohaterskie ratowanie Żydom życia. Stąd tak wielu Sprawiedliwych wśród Narodów – właśnie Polaków.
Niestety, w przekazie niemiecko-amerykańskim Polska i Polacy nie odegrali żadnej szczególnej roli. Poddali się po 35 dniach od wybuchu wojny. Co nie było najgorszą statystyką, ponieważ na przykład Dania poddała się po 1 dniu, Holandia po pięciu dniach, Belgia po osiemnastu dniach, ale Francja broniła się przez 6 tygodni, Norwegia – 2 miesiące, Grecja 7 miesięcy – a Wielka Brytania nigdy nie skapitulowała.
Co prawda formalnie Polska nie podpisała aktu kapitulacji, ale szczególnie mocno się nie potrafiła obronić – więc wrzesień 1939 jest raczej nie powodem do dumy i chwały, ale sromotnej klęski.
Można podać znacznie więcej przykładów – także i skrzętnie pomijanych w Polsce, a nagłaśnianych w Niemczech – na przykład o wielkiej tragedii wysiedlanych cywili z tzw. Ziem Odzyskanych.
Tak czy owak, już wtedy czułem, że Historia i konieczność jej poznania to Dualny mit narodowy. Mówi się często, że naród bez historii nie istnieje, że trzeba znać historię, by nie popełniać tych samych błędów. Obie tezy są na wskroś fałszywe.
Ponieważ Historia – po pierwsze – jest pisana przez zwycięzców, a nie zwyciężonych. A po drugie, to tylko narzędzie polityczne – czy może głównie – narzędzie w rękach polityków, by wykorzystywać historię jako motywację do rozniecania patriotyzmów, nacjonalizmów itd. Podobnie utylitarną rolę zawsze pełniła Religia – jako narzędzie kontrolowania ludzi i narzędzie do zdobywania władzy.
Mało co tak różni ludzi, mało czym można tak ludzi wzajemnie zaszczuć – jak historią i licytowaniem się, kto bardziej na czym ucierpiał. A w Polsce jeszcze dochodzi absurdalne poczucie Wyższości Moralnej w roli wiecznych Ofiar.
To, że czegokolwiek – ktokolwiek może oprócz samych historyków – się czegoś na bazie historii uczy, to mit skrzętnie przekazywany przez wieki. Gdyby tak było, to nie byłoby trzech względnie czterech rozbiorów Polski – tylko co najwyżej jeden. Gdybyśmy czegokolwiek jako naród się uczyli na bazie historii, już dawno Polacy przestaliby wierzyć etatowym politykom. A tak nie jest.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com
Premium
Tu nie kończy się opowieść. Premium zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się wersja publiczna – wchodząc w szczegóły, historie i idee, których wcześniej nie było gdzie przeczytać.
Zaloguj się lub załóż konto, aby uzyskać dostęp do pełnego materiału.