Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 11

CZĘŚĆ JEDENASTA

Ideał sięgnął bruku…

#Piotr Tymochowicz#Liceum Reja#Jan Kochanowski#bunt#szkoła#Rotunda#Warszawa

Ideał sięgnął bruku…

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Ilustracja 1 z 2 do materiału „CZĘŚĆ JEDENASTA Ideał sięgnął bruku…”

Jestem więc w Liceum Reja. Osiągam jakieś tam sukcesy w olimpiadach przedmiotowych z fizyki oraz matematyki – ale ponoszę klęskę w starciu ze starszej daty drobną polonistką. Otrzymuję rekordową liczbę dwój (przypominam, ani szóstek, ani jedynek wtedy nie było) – uwaga!!! – za bardzo niestaranne pismo.

Nie mam żadnej modnej dysleksji ani ADHD, ale rzeczywiście piszę zazwyczaj szybko i niewyraźnie – tak prawą, jak i lewą ręką. To pamiątka z czasów, kiedy udzielając się mocno w zajęciach Aikido, miałem złamaną prawą rękę. Musiałem więc nauczyć się pisać lewą, a potem umiejętność tę kultywowałem dalej. Co bardzo przydało mi się później w arabskim czy hebrajskim, gdzie pisownia jest odwrotna – z prawej do lewej.

Doszło nawet do tego, że byłem zagrożony z języka polskiego. Myślę, że pismo moje było tylko pretekstem do tego, aby nauczycielka mogła wyrazić swoje niezadowolenie z powodu braku chęci podporządkowania się z mojej strony jej oficjalnym interpretacjom wierszy czy innych utworów literackich.

Nie byłem także – ku jej przerażeniu – ani fanem Sienkiewicza, ani innych grafomanów w postaci ponurego Mickiewicza, nadętego Słowackiego, Krasickiego, Krasińskiego i innych. Kochałem natomiast trudną poezję Cypriana Norwida, przaśno-bajkową poezję Bolesława Leśmiana oraz takich poetów jak Herbert, Stachura, Gałczyński.

Nie byłem jakoś specjalnie mściwy, ale bolała mnie niesprawiedliwość owych ocen i brak wolności w głoszeniu interpretacji. O dziwo, moje pasje literackie nie spotykały się ze zrozumieniem ze strony moich rówieśników, którzy wydawali się w większości ślepo poddani oficjalnym doktrynom i zachwycali się tym wszystkim, czym należało się w ówczesnej Polsce zachwycać.

Nadarzyła się pewna okazja, aby dać wyraz swojemu publicznemu niezadowoleniu. Był rok 1979 i cała szkoła, z racji na swojego patrona blisko kojarzonego z Janem Kochanowskim, szumnie zaczęła przygotowania do obchodów 450-lecia urodzin Jana Kochanowskiego.

Wtedy za całą oprawę artystyczną owej uroczystości odpowiedzialna była właśnie moja polonistka, która także angażowała do występów całą moją klasę. Sam poziom artystyczny uroczystości oceniałem jako niezbyt lotny. Nasze występy miały polegać na tym, że stoimy przykładnie w rządku i kolejno występujemy z recytacją przygotowanego wcześniej wiersza Jana Kochanowskiego.

Mój podstęp polegał na tym, że miałem inny wiersz na próbach, a miałem zamiar wygłosić zupełnie inny na rzeczywistej uroczystości. Nie było to dla mnie łatwe, ponieważ panicznie bałem się występów publicznych do tego stopnia, że bywałem bliski omdlenia, gdy przyszło mi występować.

To był dla mnie jakiś nienaturalny kompleks, ponieważ nie bałem się być rebeliantem i aktywnie zabierać głosu, gdy nie zgadzałem się z czymś z nauczycielem. Natomiast gdy miałem wykonać coś wyuczonego – przeżywałem blokadę psychiczną. Postanowiłem w tamtym czasie sam się z tym uporać i to, co wtedy było moim kompleksem, uczynić – paradoksalnie – najsilniejszą moją stroną. Nie wiedząc tego jeszcze, uległem urokowi nadkompensacji.

Oficjalnie więc trenowałem recytację fraszki „Na zdrowie” – poprawnej obyczajowo jak najbardziej. Natomiast nieoficjalnie wyuczyłem się fraszki „Na matematyka”. Zacytuję:

„Ziemię pomierzył i głębokie morze, Wie, jako wstają i zachodzą zorze; Wiatrom rozumie, praktykuje komu, A sam nie widzi, że ma kurwę w domu.”

Nie wiedziałem wtedy, nie interesowałem się tym zwyczajnie, ale okazało się, że na uroczystość 450-lecia urodzin Jana Kochanowskiego została zaproszona cała elita ministerialna, wraz z ministrem edukacji, naczelnikiem kuratorium itd.

Wygłosiłem swoją ulubioną, przygotowaną w tajemnicy fraszkę, z odpowiednią grą aktorską – wskazując przy słowie „kurwa” oburącz na moją nauczycielkę polonistkę. Pamiętam, że spadła z krzesła i prawie dostała zawału.

No cóż, może to nie była za bardzo wyrafinowana prezentacja mojego buntu, ale przecież zacytowałem nie trawestację, ale oryginalny wiersz Jana Kochanowskiego.

Następnego dnia miałem krótką audiencję u dyrektora LO im. Reja, Witolda Kalińskiego – groźnej, ponurej postaci przypominającej z brody samego Reja. Dowiedziałem się od niego, że szkoła nie będzie przyjmować ani tolerować „chamów” wśród uczniów i że mam spakować swoje rzeczy i jeszcze danego dnia opuścić mury szkolne.

No cóż, przyjąłem to z pokorą, bez dyskusji, bo wiedziałem, że to dalsza kaskada niesprawiedliwości, na które nie mam wpływu. Wyrzucenie to przyjąłem nawet z pewną ulgą, bo więcej szkoła mnie kosztowała stresów niż dawała przyjemności. Szkoda mi tylko było matematyki Jerzego Gniadka i z nim zbudowanej fantastycznej relacji.

Pamiętam z tego okresu wyjazd ze szkołą w lutym 1979 roku na obóz narciarski, gdzie mieliśmy okazję toczyć wieczorne rozmowy na temat historii matematyki i wciąż nierozwiązanych dylematów matematyki.

To był bardzo szczególny czas, ponieważ jak dobrze pamiętam, podczas jednego z takich wieczorów, zaraz po kolacji, gruchnęła wieść o wybuchu warszawskiej Rotundy, podczas którego zginęło kilkadziesiąt osób. Dodzwoniłem się wtedy do domu i usłyszałem, że Rotunda wybuchła tuż przed oczami mojego ojca, który właśnie do niej zmierzał. Zdążył wejść w wejście podziemne, by usłyszeć najpierw wybuch, a zaraz potem zobaczyć jego skutki.

Ojciec próbował ratować wielu rannych, ale opowiadał mi także później, jak wiele osób zamiast pomagać pokrzywdzonym, zajętych było napełnianiem kieszeni i toreb fruwającymi w powietrzu banknotami.

Znalazłem się więc na szkolnym bruku i szukałem kolejnego liceum, które mogłoby mnie przyjąć.

Ilustracja 2 z 2 do materiału „CZĘŚĆ JEDENASTA Ideał sięgnął bruku…”

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Premium

Premium nie oznacza więcej tekstu dla samego tekstu. To więcej historii, więcej kontekstu, więcej Teorii Q i dostęp do materiałów, które naprawdę rozszerzają to, co publikujemy na teoriaq.com.

Zaloguj się lub załóż konto, aby uzyskać dostęp do pełnego materiału.

Społeczność

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Czarek

Widac ze od njmlotrzych lat byles butownikiem. A to wladzy sie niepodoba.

Zaloguj się