Artykuł

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ -67

CZĘŚĆ SZEŚĆDZIESIĄTA SIÓDMA

Diabelski Cykl i Polski Don Kiszot Pragmatyzmu

Diabelski Cykl i Polski Don Kiszot Pragmatyzmu

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Do tej pory pisałem głównie o siermiężnym PRL-u, o mesjanizmie polskim, o depresyjnej religii, o zacofaniu i fatalnej mentalności polskiej. Bo taka była ulica polska. Ale niekoniecznie takie były intelektualne salony warszawskie, krakowskie, zakopiańskie. One jednak nigdy nie miały żadnego przełożenia na polskie realia, na prostych ludzi. W Polsce pewnym stałym elementem masowej kultury jest powszechna do dziś pogarda do nauki, pogarda dla inteligencji.

W PRL-u miała ona postać walki klasowej z ludźmi majętnymi, których stać było na wyższe wykształcenie, na podróże, na rozwój – stać było na to, aby zaliczać się do inteligencji intelektualnej. Była ona jednak w ostrzejszej kontrze w stosunku do klasy robotniczo-proletariacko-chłopskiej.

Później inteligencję polską postrzegano w kategoriach polskiej nomenklatury uwłaszczającej się na wspólnych wartościach i zasobach. Niesłusznie, ponieważ to był jedynie margines inteligencji polskiej – większość to byli zwyczajni cwaniacy i dobrze ustawieni partyjni dygnitarze.

Do dziś funkcjonuje Mit – Dualny, dlaczego rzekomo nie ma żadnej współcześnie inteligencji. Po pierwsze – jak twierdzi ulica – dlatego, że całą prawie inteligencję polską skutecznie wymordowano, najpierw zaborcy, a potem czas Drugiej Wojny Światowej.

Po drugie – dlatego, że resztki – rodowej inteligencji – uciekły daleko za granicę i nigdy nie wróciły.

To tylko szkodliwe mity i nieudolne usprawiedliwienie pewnego ciągłego procesu wiecznie fatalnej edukacji szkolnej, braku promowania polskiej nauki i naukowców, wadliwego, jak pisałem wcześniej, funkcjonowania Polskiej Akademii Nauk oraz wszechpotężny kompleks niższości i chronicznego niedowartościowania prostych, często prymitywnych ludzi.

W rzeczywistości każde pojedyncze pokolenie jest w stanie wykształcić nowe zastępy intelektualistów. Poza tym oni zawsze istnieli i istnieją – natomiast nikt nie stworzył dotąd żadnej komunikacji między nimi a prostą ulicą polską.

W tej bajkowo-mitologicznej scenerii przesiąkniętej romantyzmem, ludowym katolicyzmem, był jeden człowiek, któremu udawało się jakoś przebijać do zbiorowej świadomości. Do dziś nie wiem, jakim cudem mu się to udawało, ponieważ sam był pragmatykiem, entuzjastą pracy od podstaw, tytanem pracy popularyzatorskiej i takie teksty pisał – które zadziwiały, które tętniły optymizmem i radością kreacji.

Ludzie całkiem licznie go czytali. Nie zmieniali się przy tym, ale go z zainteresowaniem czytali i cytowali. Może to była kwestia języka, jakim operował. Jego teksty były precyzyjne jak brzytwa, proste jak gotowanie rosołu, przejrzyste jak lustro. Nie wiem.

Mówię o pewnym bardzo szczególnym człowieku. Akurat takim, którego nie było mi dane nigdy poznać osobiście, choć byliśmy blisko. Obaj pracowaliśmy dla Gazety Wyborczej. On nawet był współzałożycielem spółki Agora. Zawsze myślałem, że muszę się wiele jeszcze nauczyć o przedsiębiorczości, o spółkach, o prawie, aby mu zaproponować rozmowę. Zawsze jeszcze myślałem, że mam na to czas.

Myślę i piszę o Stefanie Bratkowskim, pewnym unikatowym symbolu polskiego pozytywizmu w tamtych czasach, co było zjawiskiem niezmiernie rzadkim i zadziwiającym w polskiej scenerii mediów, jak i scenerii politycznej.

Trudno powiedzieć, czy Stefan Bratkowski był doceniany w Polsce, czy nie. Bardzo dużo publikował, miał bardzo dobre przemyślenia, próbował w swoich tekstach przekonywać Polaków do oddolnego jednoczenia się, do pracy zespołowej – wręcz w azjatyckim stylu. O ile dobrze pamiętam, został nawet prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, ale jemu samemu nie udało się zmienić trendów w Polsce.

Myślę, że był traktowany jak zjawisko egzotyczne w Polsce – ciekawostka, której nikt na poważnie nie brał pod uwagę. Był doceniany ze względu na swoje walory osobiste, takie jak rzetelność, odpowiedzialność, sumienność – to budziło zaufanie i szacunek, ale nie ze względu na to, co głosił i co opisywał. Owszem, budziło to ciekawość, ale nie było performatywne, nie motywowało do żadnych zmian. Tymczasem on wyprzedził swoją epokę, propagował najbardziej tajemniczą i niezrozumiałą metodę myślenia w Polsce: Sztukę myślenia pragmatycznego.

To implikowało również myślenie racjonalne, pozytywne, probabilistyczne i logiczne.

Pragmatyzm był i jest zjawiskiem całkowicie obcym w Polsce. Albo wolimy się zasłaniać religijnością, albo uciekamy w pozoranctwo.

Dlatego też, wzorem Stefana Bratkowskiego, postaram się ujawnić teraz wstrząsająco prosty schemat Diabelskiego Cyklu, w który Polacy wpadają jak w mentalną pułapkę, w której się rodzą i w końcu umierają, nie rozumiejąc tego mechanizmu.

Schemat jest jeden, ale jego manifestacje są bardzo różne i wszystkie na ogół prowadzą do pułapki mentalnej. Wyjątek stanowi sama Nauka i pragmatyczne podejście do państwa i państwowości, które właśnie propagował w prostych słowach Stefan Bratkowski. Nie pokazał on jednak samej istoty tego cyklu, a raczej pozytywne wnioski, jakie wynikają z jego racjonalnego zastosowania.

Ale ludzie nie są istotami racjonalnymi, szczególnie Polacy nigdy nie byli ani racjonalni, ani pragmatyczni – dlatego przedstawię sam schemat na początku, potem diaboliczną formę tego schematu, a na koniec jego błogosławieństwo w sferze racjonalnego myślenia i nauki.

To rzadki przykład czegoś, co fantastycznie i skutecznie działa w nauce i w myśleniu racjonalnym, a jednocześnie katastrofalnie w myśleniu magicznym, życzeniowym czy religijnym. I tego brakowało moim zdaniem w nauczaniu i trochę pouczaniu Stefana Bratkowskiego.

A oto sam „nagi” schemat:

Punkt 1: Wizerunek Rozpoznanie, Odkrycie lub Wizualizacja Problemu.

Punkt 2: Gra Teoretyczno-Formalne Rozwiązanie Problemu.

Punkt 3: Relacja Natychmiastowe Wdrożenie w Życie w celu ratowania Relacji.

Punkt 4: Błędy (Zdarzenie) Metoda Prób i Błędów

i powrót do punktu 1.

I postępujemy dokładnie tak, jak schemat na to wskazuje. Skąd on się bierze? I dlaczego jest tak bardzo intuicyjny i często stosowany?

Tłumaczy to wręcz idealnie Teoria Q dzięki Zasadzie Quadro. Zasada Quadro bierze się stąd, że podstawowa zasada brzmi: Wszystko, co realne, wszystko, co istnieje, buduje trwałe lub nietrwałe struktury. Jeśli coś niby jest, ale nikt o tym nie wie lub z nikim nie oddziałuje, to nie istnieje realnie, a najwyżej w formie potencjalnej, którą nazywamy konceptem.

Czyli jeden koncept czegokolwiek reagujący z drugim konceptem tworzą nie tylko kwazistrukturę, ale podstawową „komórkę” egzystencji. Nazywamy to interakcją. Czyli pustelnik, którego nie widział żaden człowiek, jeśli żyje w ukryciu i nie pozostawia po sobie żadnych śladów, nie istnieje dla ludzi. Jeśli jednak dwóch takich pustelników się nagle spotka i wymienią między sobą chociażby spojrzenia, to względem siebie obaj istnieją. Każdy człowiek, o którym inny nic nie wie, jest takim umownym pustelnikiem. Jeśli przygodny przechodzień zatrzyma przygodną kobietę na ulicy i zapyta ją o czas, ta odpowie i pójdą dalej w swoją stronę, to doszło do interakcji dwojga osób, które wcześniej nic o sobie nie wiedziały, więc nie istniały dla siebie. Chwila interakcji to chwila zaistnienia.

Jeśli natomiast interakcja trwa dłużej i intensywniej, może dojść do powstania relacji pomiędzy takimi osobami. Relacja pojawi się jako trzeci obiekt między nimi, także zdolny do interakcji z każdą z osób. Czyli jeśli rozmowa na temat czasu przejdzie w propozycję wspólnej kawy i obie osoby się zauroczą sobą, powstaje na przykład zauroczenie czy miłość. Teraz już nie tylko jedna będzie mogła oddziaływać na drugą, ale i uczucie wzajemne oddziałuje na każdą z nich.

W Teorii Q obrazujemy to trzema przecinającymi się symetrycznie okręgami, z których okrąg relacji umieszczamy poniżej okręgu pierwszego i przecinającego się z nim drugiego. W ten sposób otrzymamy podstawowy Diagram Struktury, który pokazuje, że wszystkie okręgi, przecinając się nawzajem, dzielą się każdy na 4 części.

I tak powstaje Zasada Quadro, która mówi, że w działającej strukturze każdy obiekt może istnieć na cztery różne sposoby. Obrazujemy to jednym okręgiem przedzielonym przez dwie prostopadłe średnice – jedną poziomą i drugą pionową. W punktach przecięcia z okręgiem tworzą się cztery symetryczne punkty.

Punkt północny nazywamy konkretnym obrazem lub wizerunkiem. Punkt południowy nazywamy relacją. Punkt wschodni – grą lub prawdopodobieństwem, a zachodni – performatywnością lub zdarzeniem.

Okrąg całościowo zastosowany do całego świata mówi nam, że na świat możemy patrzeć jako na wzajemny wyłącznie splot wizerunków, albo niezależnie jak splot relacji, albo jako na pewien rodzaj gry, w której zasady symbolizują prawa natury na przykład, albo jako jeden gigantyczny zbiór zdarzeń, czyli procesów, albo na wzajemną kombinację wymienionych, choć niekoniecznie występujące wszystkie bieguny jednocześnie w jednym akcie obserwacji.

Sam człowiek może się jawić jako dobry człowiek, zgodnie z pierwszym biegunem, wyłącznie dlatego, że taki buduje wizerunek, albo zgodnie z drugim, dlatego że buduje dobre relacje, albo dlatego, że uczciwie postępuje z innymi ludźmi i gra fair play, albo dlatego, zgodnie z czwartym, że kreuje albo uczestniczy w dobrych zdarzeniach. To zupełnie inne, dopełniające się bieguny.

Zauważmy, że poetycką przenośnią była koncepcja Czterech Żywiołów, w której połączono oddzielne koncepty różnych filozofów w jedną namiastkę jakby teorii wszystkiego. Dokonał tego Empedokles z Elei, mówiąc, że cały świat składa się po części z ziemi, czyli twardego wizerunku, wody, czyli falujących relacji, powietrza, czyli prawdopodobieństwa, oraz ognia, który symbolizuje zdarzenie.

Wymieniony cykl to rotacja naszego okręgu albo przejście od bieguna Wizerunku, po kolei do Gry, potem Relacji, później do Zdarzenia i z powrotem do Wizerunku.

Cykl, działając w prawdziwym środowisku, będzie produkować rzetelne, prawdziwe wyniki. Ten sam cykl działając w środowisku fałszu będzie musiał produkować paradoksy i katastrofy.

Zastosujmy więc od razu nasz cykl do polityki państwowej, gdzie obywatel jest zatomizowany i liczący wyłącznie na zmianę swego losu dzięki działaniom polityków, a oni chcą się przypodobać obywatelom, również nie pracują organicznie ani systemowo, ale produkują wyłącznie doraźne ustawy na podstawie pojedynczych, nawet powtarzających się, ale globalnie wybiórczych zdarzeń.

Wtedy nasz cykl obrazuje następujące fazy. Po pierwsze, z punktu widzenia obywatela:

Punkt A1. Syndrom Roszczeniowej Sieroty

Wizualizacja problemu jest pełnym zepchnięciem odpowiedzialności za daną sytuację na rząd, na partię rządzącą, na premiera kraju. Ludzie będą skandować: „niech rząd coś wreszcie z tym zrobi”, „niech premier się weźmie do roboty”, „niech zrobią z tym porządek”. To bardzo wygodne, bo nie czujemy się za nic odpowiedzialni i nic my sami nie musimy ani robić, ani podejmować żadnych decyzji. Ludzie myślą, że po to wybierali rząd, aby za nich decydował i był ich opiekunem i niańką. Nikt nie poczuwa się ani do inicjatywy własnej, ani do pracy grupowej. Ten sam punkt cyklu w czasie wyborczym wizualizuje nowe nadzieje, nowe roszczenia, nowe wizje opiekuńczości związane ze starą albo nową partią czy nowym politykiem.

Punkt A2. Iluzja Formalizmu

W tym punkcie toczy się swoista Gra Propagandowa, jakby machanie rękami nad jakąś ustawą czy zapewnienia o tym, jak rząd starannie i pracowicie pracuje nad rozwiązaniem problemu, cokolwiek miało rozwiązać, ale poprawia to nastrój w narodzie i pompowane są nowe nadzieje. W czasie wyborczym to iluzja, że nowa partia, nowi politycy sprawią, że ludziom się będzie żyło lepiej.

Punkt A3. Prowizorka Relacji Sprawczych

W tym momencie wchodzą w życie jakieś kolejne nieprzemyślane ustawy, zasad, kar, restrykcji, wprowadzane pospiesznie i dorywczo, by stworzyć kolejną iluzję rozwiązania problemu. W czasie wyborczym to relacyjny entuzjazm i utożsamianie się z nową partią, która wygrała wybory na podstawie populistycznych, nierealnych obietnic.

Punkt A4. Konfrontacja z Rzeczywistością, czyli Katastrofa

Rzeczywistość zawsze okaże się bardziej skomplikowana i złożona, niż to zakładały ustawy, więc w rezultacie będzie na ogół więcej pokrzywdzonych niż było ofiar przy pierwotnym problemie.

W sensie wyborczym mija pierwszy i drugi rok, oczywiście nic się nie zmienia i ludzie znowu są rozczarowani. Po punkcie A4 z powrotem trafimy do A1 i tak w nieskończoność. Stąd wrażenie, że ludzie się niczego na bazie doświadczeń nie uczą.

Zupełnie inaczej wygląda ten sam cykl z punktu widzenia samych polityków czy partii rządzącej. Oto jego opis:

Punkt B1. Populistyczna wizualizacja pustych obietnic

W przypadku realnego problemu narasta potrzeba stworzenia wizji, iluzji, że rząd się pochylił nad problemem, rozwiązał go i zaopiekował się społeczeństwem.

To metoda prowizorycznego załatwiania problemu na zasadzie Akcji. Jest problem – robimy Akcję rozwiązania problemu. Taka „akcyjność” jest stałym wyróżnikiem działania polskich polityków od lat. W sensie wyborczym nowa partia, nowi politycy mają do zrobienia tylko dwie rzeczy, które zawsze zapewniają zwycięstwo w wyborach. Po pierwsze mają mówić językiem ulicy. Po drugie mają obiecywać ludziom wszystko, czego ludzie najbardziej pożądają, pragną, wymagają. To wszystko.

Punkt B2. Magia Martwych Ustaw i kolejnych Represji i Ograniczeń

To czysta korzyść dla polityków, ponieważ każdy nowy problem, każda nowa ustawa, każda nowa akcja to także nowy przyczółek do coraz większej kontroli, do coraz większych ograniczeń wolności. Ludzie dla iluzji bezpieczeństwa oddadzą wszystko. I o to chodzi. W sensie wyborczym to zapowiedź reform, zapowiedź nowej siły sprawczej, zapowiedź konieczności ostrej walki z przestępczością, zaciskania pasa, oddania przywilejów dla dobra sprawy i państwa. Czyli wymiana jednych kukiełek na inne pacynki.

Punkt B3. Performatywność Prowizorek i Akcji

To moment wprowadzania w życie nowych ustaw, zakazów, restrykcji, ograniczeń rzekomo dla dobra i na życzenie obywateli. Oczywiście w imię rozwiązania pierwotnego problemu. W rzeczywistości to ciągłe poszerzanie władzy nad obywatelem, zwiększanie kontroli wszelkich jego poczynań i kolejna cegiełka w procesie ubezwłasnowolnienia ludzi. W sensie politycznym to nowe reformy, gdzie znowu trzeba będzie zacisnąć zęby, zacisnąć pas, płacić nowe podatki i świadczenia rzekomo w imię cudownej przyszłości.

Punkt B4. Wahadło Prób i Błędów, czyli Piękna Katastrofa

To brutalne zderzenie papierowej prowizorki z realnym czołgiem symbolizującym świat realny. Teraz okaże się, jak zwykle, że ofiar nowych rozporządzeń jest znacznie więcej niż generował sam początkowy problem, ale to nie szkodzi.

Trzeba to ubrać w barwy kolejnego zwycięstwa i po cichu reformować i naprawiać błędy, popuszczając nieco restrykcje, co doprowadzi do kolejnych akcji. W sensie politycznym to moment, w którym rząd ogłasza konieczność restrukturyzacji rządu i buduje nowe populistyczne nadzieje, że nowi ludzie sprostają zadaniom. A wszystko to w imię bezwzględnego zachowania władzy.

A jak to nie wystarczy, trzeba iść do kolejnych wyborów z nowymi hasłami populistycznymi, czyli znowu do punktu B1 i tak w kółko.

Analiza konkretnej sytuacji. Kilkunastu nożowników w polskich szkołach zaatakowało uczniów i nauczycieli. To niewiele w skali tysięcy szkół i milionów uczniów. Media nagłaśniają to jako trend ogólnokrajowy, potęgując strach, panikę, bezradność. Obywatele nie robią z tym nic, biernie czekają na rząd, by za nich załatwił problem. Rząd natychmiast, akcyjnie, uchwala szereg bzdurnych ustaw, delegując obstawę i ochronę wojska na przykład przy każdej szkole. Wprowadza ustawy, że każdy uczeń, każda uczennica musi się do naga rozbierać przed wejściem do szkoły. Każdy uczeń i każdy nauczyciel jest traktowany jak potencjalny bandyta, bo tak nakazuje nowa ustawa. W rezultacie dochodzi do masowych molestowań seksualnych i zgwałceń, a na tym tle szantaży, gróźb i nowych przestępstw; w tym również dochodzi do tysięcy samobójstw, bo uczniowie czują się jak więźniowie w zakładach karnych. I tak jak początkowo było kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt ofiar napadów nożowników, teraz mamy tysiące, a wkrótce dziesiątki tysięcy nowych ofiar i nowych ustaw. Rząd ogłasza zwycięstwo, obywatele odzyskują spokój i poczucie bezpieczeństwa do następnej akcji, o której jeszcze w większym stopniu będą ubezwłasnowolnieni na własne życzenie.

To buduje pełnię Diabelskiego Cyklu, ponieważ w środowisku fałszu i obłudy musi produkować katastrofę.

Ten sam cykl w środowisku zrównoważonym, uczciwym i prawdziwym będzie kreować coraz lepsze modyfikacje i dostosowania. Na przykład jakiś problem na poziomie lokalnym, bez zbędnej polityki i populistycznych polityków, przy założeniu, że ludzie pracują zespołowo i uczciwie, produkuje następujący schemat:

Punkt C1. Rozpoznanie Problemu

Rozpoznanie problemu powinno przebiegać na poziomie lokalnym przez kompetentnych ludzi. Wtedy każdy następny cykl przybliża nas do rzeczywistego jego rozwiązania jako praca organiczna od podstaw.

Punkt C2. Planowanie

Problemy powinno się rozwiązywać nie doraźnie, nie na zasadzie akcji, ale planowo, długoterminowo i przy zaangażowaniu maksymalnie wielu osób – na zasadzie pracy zespołowej.

Punkt C3. Realizacja planu i procedury jego wdrażania

Każdy plan wymaga symulacji i zrównoważonego monitorowania jego przebiegu. Sam proces wdrażania powinien się odbywać albo małymi krokami, albo definiując jakiś lokalny, ograniczony zasięgiem eksperyment.

Punkt C4. Dostosowanie. Modyfikacja

Nie sposób wszystkiego przewidzieć z dowolnie wielką dokładnością, dlatego niezbędne są późniejsze modyfikacje planu i coraz lepsze jego dostosowanie do panujących realiów. Jeśli pojawią się nowe problemy, wracamy do punktu C1, ale nie na zasadzie Diabelskiego Młyna, kręcąc się nieprzytomnie w koło, ale na zasadzie ciągłej, stałej progresji.

I tak Diabelski Cykl działa jak papierek lakmusowy, bezlitośnie ujawniając, czy mamy do czynienia z fikcją od samego początku, czy z solidną pracą od podstaw.

I takie właśnie podejście, bez szczegółowego wytłumaczenia, lansował Polski Don Kiszot Pragmatyzmu – Stefan Bratkowski – nie pozostawiając po sobie, niestety, żadnych następców.

Koncept polskiego pragmatyzmu przegrał z polską doraźną iluzją i mistycyzmem, tak politycznym, jak światopoglądowym.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Podpis, komentarz i opcjonalny e-mail mogą być sprawdzane przez zewnętrzną usługę moderacji. E-mail nie jest publikowany.

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się