Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 57
CZĘŚĆ PIĘĆDZIESIĄTA SIÓDMA
Polska przed Nowym Otwarciem
#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Teoria Q#Nowe Otwarcie#PRL#Michaił Gorbaczow#pieriestrojka#głasnost#Czarnobyl#psychologia#Jerzy Vetulani#Józef Kozielecki#Maria Łopatkowa#pamięć
Polska przed Nowym Otwarciem
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Wraz z upływem czasu – zaczynałem zdawać sobie sprawę z tego, że nasze umysły będą znacznie lepiej pamiętać i pielęgnować wszystko co nie zostało dokończone, wszystko co nie będzie posiadać – swoistego mentalnego stempla – „końca historii”.
Dlatego teoretycznie mają sens terapie związane z koniecznością – przepracowania pewnych tematów, aby ten stempel stworzyć a niezależnie aby zdjąć ciążące na nas poczucie winy. Ale w praktyce terapia taka – niesie zawsze ze sobą niebezpieczeństwo tego, że zamiast zamknąć przeszłość- otworzymy wiele nowych wątków, że stworzymy nowy nawyk – upartego powracania do trudnych historii, a niezależnie – że umysł nadmiernie skupiony na przeszłości – będzie coraz intensywniej tworzyć – fałszywe wspomnienia i przeszłość. Ponieważ nasze umysły – nie tworzą sieci – wiernego zapisu i przechowywania danych – bo to by wymagało za dużo czasu i energii – przedłużałoby także czas dostępu do danych.
Nasze umysły – znalazły inne, bardziej energooszczędne rozwiązanie – zapisują jedynie ważne węzły sieci a nie cały struktury śladów pamięciowych, czyli engramów – a powiązania między nimi – zawsze są konstruowane od nowa. Dlatego ta sama historia – z biegiem lat może ewoluować – i wyglądać inaczej niż oryginalnie zapisana. To co ma miejsce w naszej pamięci – to nie zapis danych, ale ich wzajemna ewolucja jako proces i zapamiętania i proces przetrzymywania w pamięci.
Pamięć nie jest statyczna – jest ciągłym procesem – wybiórczego zapisu, kreatywnego przechowywania oraz dynamicznego wybiórczego odtwarzania.
Dlatego – znacznie lepszym rozwiązaniem – jest samodzielne – zamknięcie danego wątku historii, za ciężkimi wrotami czasu bez ciągłych powrotów do przeszłości ale z wyraźnym stemplem – nie fałszywego końca – ale Nowego Otwarcia.
Odkryłem, że rozwiązaniem jest nałożenie skojarzeniowe – na brak przepracowania danej historii – Nowego Otwarcia, pełniące rolę owego stempla a jednocześnie pozwalającego skupić uwagę nie na analizie minionej historii – ale nowych, aktualnych, teraźniejszych celach, motywacjach i nadziei.
U mnie to zadziałało.
To wszystko ważne – ponieważ będzie stanowić fundament moich późniejszych bardzo obrazoburczych koncepcji zastąpienia Antyterapiami – procesów terapeutycznych.
Dlatego przez kolejne lata nie będę nigdy wracać do swoich przeżyć z Nigerii, ale będę pielęgnować pamięć i relacje – na zasadzie okazjonalnego ceremoniału zapalania kadzideł.
A mój powrót do Polski – jeszcze Polski PRL’u to nie post- trauma, ale właśnie moje Nowe Otwarcie.
Nowe Otwarcie – obserwujemy w tym czasie w całej Rosji. Oto mija już rok rządów Michaiła Gorbaczowa – słowa pieriestrojka i głasnost wejdą do stałego słownika partyjnego. Jednocześnie widać coraz wyraźniej, że wizja państwa tworzona przez centralę partyjną – rozjeżdża się coraz bardziej z Prawdą rzeczywistości. Potwierdziła to za tragedia w Czernobylu – początkowo niezdarnie ukrywana przez centralę.
Dla systemu był to podwójny cios. Pokazał, że gospodarka nakazowa i kult tajemnicy nie radzą sobie z awarią techniczną tej skali, i podważył wiarygodność propagandy.
Gorbaczow mówił o Czarnobylu publicznie dopiero w połowie maja. Likwidacja skutków ciągnęła się latami: setki tysięcy „likwidatorów”, strefa wyłączona, ogromny koszt, którego budżet ledwo udźwignął.
Polska – również przeżywała Czernobyl – który mnie szczęśliwie z ojcem ominął. Pamiętam, że wprowadzono amnestię dla więźniów politycznych i powoli mijało zagrożenie „bratniego” najazdu ze strony ZSRR. A rządy Gorbaczowa i totalna zmiana polityki państwa w Rosji – wprowadzała dla polskiej partii rządzącej nowe parytety.
Konieczność coraz mocniejszego dogadywania się nie tylko z opozycją ale przede wszystkim z własnym społeczeństwem co niedługo doprowadzi do okrągłego stołu, czy totalnego upadku ustroju i częściowego upadku władzy.
W Polsce w powietrzu czuło się odwilż gospodarczo polityczną i stan oczekiwania czym to wszystko się skończy.
Mój czas był podzielony na sprawne organizowanie sobie życia – by przetrwać a w wolnych chwilach rozwijać swoją teorię. Powoli nabierała ostatecznych kształtów, ale równolegle tworzyłem fundamenty – Nowej matematyki – która była mi potrzebna jako Nowy Formalizm – zespalający wszystko w spójną całość. Pojawiały się pierwsze szokujące wnioski, nie bardzo przystające do opisów starej psychologii. Zaczynałem się interesować twórcami nowych koncepcji umysłu czy psychologii i porównywać ich prace do zarysu Nowej Psychologii, jaki tworzyła Teoria Q.
Wspólne myśli – znalazłem u Jerzego Vetulaniego, który co prawda nie był psychologiem akademickim, bardziej farmakologiem oraz neurofizjologiem i zawodowo zajmował się skutkami długotrwałego zażywania leków przeciwdepresyjnych- ale równolegle prowadził działalność popularyzacyjną i obalał różne mity głęboko zakorzenione w świadomości na temat funkcjonowania mózgu. Na przykład miał kiedyś kapitalny wykład który pokrywał się z moimi przemyśleniami, że głównym celem myślenia – jest „przestać myśleć”, czyli mówił o autopilotach myślowych i potęgi schematów i stereotypów.
Poza tym w półprywatnych rozmowach w Krakowie – okazywał się być niebywale ciepłym i sympatycznym człowiekiem. Postrzegał mnie jako specjalistę od mowy ciała i na ten temat wiele rozmawialiśmy.
Niezależnie ciekawą przygodą intelektualną było zapoznanie się z terminem Psychotransgresjonizm jaki wprowadził profesor Józef Kozielecki. Najpierw zajmował się Psychologią Decyzji w której opisywał takie pojęcia jak subiektywne prawdopodobieństwo, wartość oczekiwaną, ryzyko oraz heurystyki wyboru. Dla mnie to były genialne próby – swoistego zmatematyzowania psychologii.
Potem – opisywał człowieka – jako istotę zdolną do przekraczania własnych, czy narzuconych granic – stąd termin transgresja. Granic materialnych, społecznych, symbolicznych i własnych – jako także własnych ograniczeń (decyzje transgresyjne). Było to dla mnie fascynujące – ponieważ czułem – że kompleksy człowieka, jego permanentne niedowartościowanie, grandioza, petidioza to kompletnie niedocenione mechanizmy motywujące umysł. Kozielecki ujmował to trochę inaczej od drugiej strony, od strony – potrzeby ciągłego sprawdzania się, testowania – by na tym budować całą strukturę dowartościowania.
Myślę – że zamiast skomplikowanej Psychologii Transgresji – jego psychologia powinna być nazywana – znacznie prościej – Psychologią Nowych Wyzwań. To byłaby właściwsza nazwa.
Kiedyś po przeczytaniu książki „Pedagogika Serca” zapragnąłem zapoznać się z Marią Łopatkową. Nie była psychologiem ani akademikiem, ale miała świetną intuicję i bardzo postępowy sposób myślenia. Książki pisała prostym, zrozumiałym językiem. I co mi się bardzo podobało- pisała o największych oczywistościach – które dla ludzi przestały być oczywiste – więc o nich przypominała.
Poznałem ją po tym jak miała już pewne polityczne doświadczenie, opowiadała mi jak bardzo trzeba edukować polityków nawet w elementarnych sprawach. Będzie miała dużo racji. Była człowiekiem z własnych książek – przesympatyczną, wrażliwą kobietę która chciała coś wartościowego zrobić dla innych i tą miarą mierzyła wartość człowieka.
Pewnego dnia zostaję zaproszony przez zaprzyjaźnioną studentkę psychologii na warsztaty dla rodziców dzieci autystycznych przy ulicy Sobieskiego, które ma prowadzić profesor Stajnbok. Nic mi jej nazwisko nie mówiło ale z delikatnym oporem przyjechałem z ciekawości.
Był postawiony ogromny żółto pomarańczowy namiot w nim stoły catheringowe, rzędy krzeseł. Profesor zgodziła się abym pozostał jako wolny słuchacz. Widząc jej filigranową postać zastanawiałem się – jak ona jedna poradzi sobie z grupą ponad 60- cio osobową – jakże różnych ludzi.
Potem obserwowałem swoisty festiwal wywierania wpływu. Profesor Sztajnbok – robiła z ludźmi co chciała – to było wyjątkowe widowisko. Wiedziałem – że muszę się od niej wiele nauczyć. Wiedziałem że zostanę jej asystentem.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com