Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 41

CZĘŚĆ CZTERDZIESTA PIERWSZA

Podwójna Śmierć Kotana

#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Marek Kotański#Kotan#Monar#Markot#Jolanta Łazuga-Koczurowska#przywództwo#leadership#terapia uzależnień#profilaktyka#pomoc społeczna#charyzma#organizacje społeczne

Podwójna Śmierć Kotana

(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Jako najbliżsi przyjaciele lub współpracownicy wzięliśmy udział w naradzie połączonego w żałobie po Kotanie Monaru i Markotu. Wszyscy wiedzieliśmy, że Marka nikt nie zastąpi, że cała Epoka Kotana właśnie się skończyła.

Ale z drugiej strony wszyscy mieli świadomość, że idee Kotana mogą przetrwać, że jego nie tylko charyzma, ale i metody terapeutyczne muszą być kontynuowane. Jedną z najbardziej naturalnych następczyń Kotana była psycholog kliniczna działająca od początku Monaru, do której Marek miał wielkie zaufanie – Jolanta Łazuga-Koczurowska.

I jej wybór mógł rzeczywiście zagwarantować nie tylko kontynuację działań Monaru i Markotu, ale jednocześnie otworzyć Nową Epokę w ich działaniach. Mógł zrobić z największej słabości Kotana największą silną stronę – pełny, uporządkowany profesjonalizm.

Marek działał bardzo skutecznie, ale intuicyjnie bardziej niż księgowo-profesjonalnie. Nie tylko kompensował to swoją charyzmą, ale na tamte czasy nie można było działać inaczej.

Mimo to uważałem, że mianowanie Jolanty Koczurowskiej na następczynię Kotana to poważny błąd. Wydaje mi się, że miałem mocne argumenty, ale niestety nie przemówiły one do zaufanych Jolanty.

Przede wszystkim argumentowałem: takie hasła jak profesjonalizm, rzetelność, uporządkowanie i normatywność brzmią świetnie, ale nie można ich abstrahować od całego środowiska i kraju, w którym żyjemy, i będą nieskuteczne, jeśli całe otoczenie jest wysoce nieprofesjonalne, nienormatywne i nieuporządkowane. To tak jakby stawiać solidny betonowy dworek na ruchomych piaskach. Może dworek się nie zawali, ale może się zapadnie w piasku, albo on wszystko zasypie.

Jolanta, przy całym szacunku dla jej profesjonalizmu i rzetelności, nie poradzi sobie sama ze wszystkim w roli lidera.

Nie jest przygotowana do tej roli, a same kompetencje psychologa klinicznego nie wystarczą, bo z leadershipem to nie ma nic wspólnego. A poza tym potrzebne są, będą działania, jeśli nie spontaniczne, to bardzo mocno propagandowo-komunikacyjne, by położyć nacisk na przyczyny, na profilaktykę przede wszystkim, a nie głównie na skutki.

To tak jakbyśmy w czasie epidemii przestali pracować nad antidotum oraz zabezpieczającym szczepieniem, a skupili się wyłącznie na tym, aby w szpitalach nie zabrakło łóżek dla chorych i aby one były profesjonalne. W leczeniu i zapobieganiu narkomanii znacznie ważniejsza jest profilaktyka, a temu było poświęconych większość charyzmatycznych działań Kotana. Nieprzytomnym uzależnionym nie był potrzebny charyzmatyk.

Starałem się w żaden sposób nie kwestionować zawodowych kompetencji Jolanty, ani tym bardziej zaufania do niej czy dobrej woli. Próbowałem w miarę empatycznie przekazać im tylko, że nawet jeśli Jolanta jest najlepszym w Polsce psychologiem klinicznym, to jednak pod kątem psychologicznym jest typem księgowej-naukowca, a nie typem charyzmatycznego lidera.

Zresztą nikt nie pretendował do takiej charyzmatycznej roli – to prawda, ale to nie oznaczało, że należy postawić na analityczność i księgowość. Dlaczego? Bo wtedy nie będzie to tylko koniec epoki Kotana, ale koniec pewnej siły i potencjału ostrzegającego przed niewątpliwym złem i spustoszeniem, jakie wywołuje narkomania – a problem przecież nie zniknął.

W takiej sytuacji, gdy nie ma charyzmatycznego lidera, najgorszą rzeczą jest jego następca, który jest księgowym analitykiem. Po pierwsze, nikogo za sobą nie pociągnie i nikogo do niczego nie przekona. Po drugie, będzie wiecznie porównywany do poprzednika – z negatywnym skutkiem. Po trzecie, nie będzie nigdzie do mediów zapraszany, bo media nie kierują się ani rozsądkiem, ani litością, ani analitycznymi argumentami, tylko sensacją i siłą wpływu. Bo tylko to napędza oglądalność. Po czwarte, brak silnego lidera musi wcześniej czy później doprowadzić do konfliktów wewnętrznych, na przykład w różnych ośrodkach Monaru. I tak właśnie później się działo.

W takiej sytuacji trzeba myśleć nieliniowo! A jeden następca gorszy od poprzednika to myślenie na wskroś liniowe.

Przekonywałem ich, że Nową Epokę otworzy nie hasło i pobożne życzenia, ale nowa Jakość, jaka by szła za takim hasłem. A nową jakością może być duet, czyli dwóch, dwoje liderów jako następcy. Albo ewentualnie Grupa Liderów ściśle ze sobą współpracująca – o ile, argumentowałem, naprawdę potraficie ze sobą współpracować i zasady pracy zespołowej nie są wam obce. A wiedziałem, że Marek uczył i stawiał na pracę zespołową.

Niestety mój głos był wołaniem pustelnika w głuchej puszczy.

Następcą Kotana została Jolanta Łazuga-Koczurowska – świetna psycholog kliniczna i bardzo oddany pracownik, może nawet współtwórczyni Monaru, ale kompletnie nie nadająca się do takiej roli.

Monar ani Markot nie otworzył żadnej nowej epoki. Obie te nazwy brzmią dziś księgowo, jako klasyfikacje jakichś placówek leczniczych, podobnie jak nazwa Drewnica czy Tworki. Ot, istnieją, może i działają profesjonalnie, ale nic ponadto.

W epoce po Kotanie Marek Kotański zmarł po raz drugi – razem z Monarem i Markotem, bo jak napisał Leśmian: jak się nie rozumie świata „za murem, gdzie wydaje się, że ktoś krzyczy o pomoc", a to tylko dźwięk próżni, to „wymiera się jeszcze raz – bo nigdy dość się nie umiera".

Tak zakończyła się moja Przygoda Życia – nie tylko z fascynującym człowiekiem, ale z jego wspaniałymi ideami również.

Mimo to pozostał w moim sercu. Wiele lat później będę sam siebie pytać: co „Kotan by na to powiedział?" – bo wtedy czuję, że w jakiś dziwny, niepojęty sposób sugeruje mi swoje odpowiedzi za pośrednictwem relacji, jaką mieliśmy.


MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Rozpocznij rozmowę — nie ma jeszcze komentarzy.
Zaloguj się