Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ
CZĘŚĆ TRZYDZIESTA TRZECIA
Moja redakcyjna i nauczycielska kariera
#Piotr Tymochowicz#autobiografia#Moje życie#Przegląd Techniczny#Halo Komputer#Radiokomputer#mikrokomputery#Apple II#telewizja#radio#edukacja#fizyka#matematyka#nauczyciel
Moja redakcyjna i nauczycielska kariera
(Moje Życie – z mojego subiektywnego punktu widzenia)
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

Wieści o moim mikrokomputerze Apple II i jego możliwościach zataczały coraz szersze kręgi. Pewnego dnia zadzwonił do mnie redaktor Roman Dawidson – przedstawił się jako prowadzący dział w bardzo renomowanym, jak na tamte czasy, periodyku popularnonaukowym „Przegląd Techniczny” i zaprosił mnie na rozmowę.
Roman był bardzo bezpośrednim i ciepłym człowiekiem. Powiedział, że dużo słyszał o mnie dobrych rzeczy – do dziś nie wiem skąd i od kogo – ale dlatego prosto z mostu proponuje mi stałą współpracę w swojej redakcji przy redagowaniu wszelkich nowości technologicznych, a w szczególności mikrokomputerów. Czuł, że nadciąga nowa epoka. Że albo przyspieszymy i będziemy z zachodnim światem na bieżąco, albo pogrążymy się w odmętach przeszłości. Powiedział, że bardziej wiarygodny dla czytelników będzie nie ktoś jego daty, ale ktoś młody, z energią, pasją i umiejętnościami.
Otworzył się przede mną pasjonujący etap stałej współpracy z Romanem. Miał do mnie bardzo ojcowski stosunek – uczył mnie solidnego dziennikarstwa, a ja pomagałem mu nie tylko kreować artykuły o nowinkach technicznych, ale prowadziłem szkolenia z programowania, pokazywałem zastosowanie mikrokomputerów w życiu projektowym i codziennym. Omawiałem również liczne gry edukacyjne.
Moje zaistnienie w „Przeglądzie Technicznym” ugruntowało mój ekspercki wizerunek. Byłem zapraszany do różnych programów publicystycznych i telewizyjnych, by prezentować coraz liczniejsze zastosowania magicznych, jak na tamte czasy, mikrokomputerów. Pamiętam liczne swoje występy w Studiu Waltera.
W końcu zauważył mnie Krzysztof Surgowt, prowadzący niegdyś młodzieżowe programy rozrywkowe, i zaproponował mi współprowadzenie nowego, cyklicznego programu w Telewizyjnej Dwójce w co drugą sobotę – na przemian z programem o nazwie „Spectrum”, który redagował Tomasz Pyć, z którym także się zaprzyjaźniłem.
I tak powstał program „Halo Komputer”, emitowany w co drugą sobotę. Mnożyło się dla mnie coraz więcej, coraz ciekawszych przygód. Żyłem absolutną pełnią życia. Zarabiałem coraz więcej, już nie na nielegalnych korepetycjach, ale w różnych redakcjach, telewizyjnych i radiowych. Poznawałem ówczesnych ludzi mediów, w tym wiele telewizyjnych gwiazd i legend.
Nagrania mieliśmy w tym samym studiu, w którym powstawała legendarna „Sonda” – emitowana w każdy czwartek, w duecie Kurek–Kamiński, w formie arcyciekawych dyskusji fizyka uniwersyteckiego z praktykiem, inżynierem politechnicznym, chociaż Zdzisław Kamiński był dziennikarzem.
W naturalny sposób poznałem się również z nimi. Wielokrotnie dzielili się swoimi doświadczeniami i dawali nam różne wskazówki.
Mieli przy tym bardzo zabawny styl przekazywania wiedzy. Pamiętam, jak Andrzej Kurek nam coś objaśniał, a Zdzisław potem komentował: „Tak, tak – słuchajcie tego nudziarza, a jak odkryjecie, że nikt nic z tego nie zrozumiał, to wtedy posłuchajcie mnie i nie opowiadajcie o naukowych farmazonach, tylko dajcie przykłady przyziemne – najlepiej tak, aby zrozumiało dziecko dziesięcioletnie”. Na co Andrzej ripostował: „A potem się okaże, że widzowie się obrażą, bo nie traktujecie ich serio, tylko jak nierozgarnięte dzieci”.
Było to fascynujące, bo nawet rozmawiając ze mną, stosowali swój kapitalny styl wiecznego przekomarzania się.
Ich jednoczesna śmierć w wypadku samochodowym była dla mnie totalną abstrakcją, której do dziś nie mogę zaakceptować.
Bardzo szybko my również, jako współautorzy ciekawego programu, robiliśmy błyskawiczną, medialną karierę. Byliśmy coraz bardziej rozpoznawalni. Nagrania naszych programów nie ograniczały się tylko do Polski. Jeździliśmy również po Europie, filmując wykorzystywanie inteligentnych systemów w przemyśle, a nawet w rybołówstwie. Jeździliśmy po Niemczech, Danii, Szwecji i Norwegii.
Dla mnie było to kapitalne doświadczenie medialne, które potem będę wykorzystywać na licznych szkoleniach.
Dostajemy równoległą propozycję z Polskiego Radia, z Rozgłośni Harcerskiej, by współprowadzić kilka razy w tygodniu nowy autorski program o komputerach razem z młodym, ambitnym dziennikarzem Tomaszem Jordanem. Nazwiemy go „Radiokomputer”. Oprócz programów informacyjnych będziemy później – jako pierwsi na świecie – drogą radiową emitować edukacyjne programy dla młodzieży na popularne mikrokomputery. To był taki pierwszy zalążek jednostronnego, radiowego internetu.
Jednocześnie prowadzę regularne zajęcia dwa razy w tygodniu z matematyki i fizyki dla uczniów Liceum im. Limanowskiej przy ulicy Długiej w Warszawie. Tam również zaczynam być coraz bardziej doceniany. Ciągle mnie namawiają na coraz większą liczbę godzin i coraz wyższe pensje nauczycielskie, ale na pieniądzach akurat najmniej mi zależy, ponieważ zarabiam coraz lepiej na pracy w telewizji, radiu i „Przeglądzie Technicznym”.
Praca z młodzieżą sprawia mi wiele przyjemności i za kilka miesięcy wpadnę na pewien nowy pomysł – aby moje nauczanie miało dla nich jeszcze większą wartość. Będzie to miało związek z integracją z młodzieżą niesłyszącą. Rezygnuję z prowadzenia korepetycji, uznając, że ten etap życia jest zakończony.
Jednocześnie niemal każdą wolną chwilę przeznaczam na rozwijanie i konsekwentne tworzenie mojej własnej Teorii Struktur Uniwersalnych.
W międzyczasie odkrywam, że integracja matematyki z na przykład psychologią jest z definicji niemożliwa. A dążyłem do tego, ponieważ zajmując się na przykład Teorią Superstrun, miałem ciągle dylematy, czy poszczególne drgające brany, jakie rozpisuję, są jeszcze jakimś rzeczywistym elementem realnego świata, czy tylko emanacją interpretacji i wyobrażeń naszych umysłów.
Czułem, że to ważne – wiedzieć, gdzie przebiega granica pomiędzy aktywnością naszych umysłów a aktywnością najmniejszych cegiełek czy strun tego świata. Wyobrażałem sobie, że aby to zrozumieć, trzeba być komplementarnie jednocześnie psychiatrą i psychologiem, ale i fizykiem teoretykiem.
Marzyła mi się Rozszerzona Zasada Komplementarności na procesy poznawcze. A jednocześnie wiedziałem, że rozwiązanie nie będzie pochodzić ani z teorii umysłu, ani z samej fizyki, bo przecież, jak zauważył Albert Einstein, nie da się rozwiązać problemu na tej samej płaszczyźnie, na której powstał.
Dlatego było jasne dla mnie, że fizyka może wiele wyjaśnić – z wyjątkiem tego, by wyjaśnić samą siebie: skąd się wzięła i skąd się wzięły prawa przyrody. Fizyka bardziej odpowiada na pytanie „jak” niż na pytanie „dlaczego”.
Odkryłem więc niemożność zmatematyzowania psychologii ani upsychologizowania fizyki, a to także było mi potrzebne, aby trwale umieścić w niej obserwatora, a potem samą świadomość.
Ale nie poddałem się, tylko przeniosłem problem na inny poziom. Powiedziałem sobie: ok, nie da się zmatematyzować psychologii nie dlatego, że się nie da, ale dlatego, że używamy niewłaściwej matematyki i, kto wie, niewłaściwej psychologii.
I tak powstał koncept, idea znacznego uogólnienia matematyki i fizyki do formalizmu, który jednocześnie mógłby opisywać psychologię.
Z czasem coraz lepiej rozumiałem, jak mały wycinek poznajemy matematyki i fizyki. Zrozumiałem, że w szkołach, a nawet na uczelniach, poznajemy ich bardzo szczególne przypadki, nie rozumiejąc, czym mogą być uogólnione poza nasze dotychczasowe horyzonty poznawcze.
Zauważyłem jeszcze jedną zabawną rzecz jako ciekawą własność mojego umysłu. Im bowiem był bardziej aktywny na bardzo różnych polach, tym szybciej i bardziej twórczo pracował na każdym z nich.
Komputery i zajęcia z młodzieżą – to był powrót do mojego życia, do Przyszłości, pozostawiając skansen przeszłości daleko w tyle.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com