Moje życie – Piotr Tymochowicz
MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 4
CZĘŚĆ CZWARTA
Moje Życie z subiektywnej mojej perspektywy
#Piotr Tymochowicz#PRL#polska szkoła#edukacja#autorytaryzm#martyrologia#mentalność
Moje Życie z subiektywnej mojej perspektywy
Autor: Piotr Tymochowicz
teoriaq.com

W skrócie można napisać, że już jako dziecko zauważałem nadzwyczaj wyraźnie, jak system zachodniej edukacji stawia i buduje samodzielnie myślącego człowieka. W przeciwieństwie do systemu wschodniego – w którym widoczne było budowanie wiernego, bezmyślnego żołnierza socjalizmu w jego optymistycznej obudowie, z dawką wolnego życia seksualnego.
W przeciwieństwie do obydwu tych systemów – system polski, jaki obserwowałem na bazie moich kontaktów ze szkołą polską i na bazie obserwacji moich rówieśników, koncentrował się na masowej produkcji uciśnionych i pokrzywdzonych ofiar. Ofiar dumnych ze swoich klęsk, niepowodzeń, rozbiorów i całej historycznej martyrologii.
To było dla mnie – z perspektywy dziecka – niezwykle szokujące. Pamiętam, że zalewałem potokiem pytań moich rodziców, najpierw a potem nauczycieli w polskiej szkole przy ambasadzie w Berlinie Wschodnim: dlaczego to tak musi wyglądać? Czy nie można tego zmienić?
Jako dziecko próbowałem zachęcić nauczycieli, aby nie wzorowali się na tym, co nakazowo oczekuje od nich ministerstwo edukacji czy kuratorium, ale by wprowadzili podobnie partnerski system, jaki miałem w szkole na Zachodzie. System, który sprawiał mi przyjemność i wydawał się bardzo skuteczny.
Szybko okazało się, że na większość pytań moi rodzice nie byli mi w stanie odpowiedzieć – przynajmniej tak, aby to wyczerpało mój potencjał pytań. A propozycje, które z zachwytem nad zachodnim systemem wygłaszałem w szkole polskiej przy ambasadzie, zostały ocenione jako działalność wywrotowo-destruktywna.
Ponieważ byłem uparty i pewnie dość kłopotliwy dla nauczycieli, dostałem obniżoną ocenę z zachowania. Moi rodzice dostawali kolejne wezwania ze szkoły z żądaniem, aby szybko mnie doprowadzić do posłuszeństwa i do porządku.
Co ciekawe – tego typu propozycje zgłaszałem nie tylko w swoim imieniu. Pamiętam, że jako dziecko naprawdę byłem przekonany, że i moi rówieśnicy będą mi z czasem wdzięczni za więcej swobód, za którymi także optowałem.
Tymczasem ze strony większości moich rówieśników spotkałem się z głęboką pogardą, brakiem zrozumienia i przekonaniem, że albo mi odbiło, albo chcę się wywyższać – bo mieszkam w Berlinie Zachodnim, a nie Wschodnim, w którym większość była osiedlona. Bardzo mi to było obce, bo ja nikomu niczego nie zazdrościłem, a co więcej – rozumiałem ich doskonale i starałem się traktować normalnie, jak wszystkich.
Tymczasem narastała między nami wrogość i coraz większe pokłady zawiści i zazdrości. Pamiętam, że byłem zawiedziony tym, że nauczyciele nic z tym nie robili, choć widzieli nieokiełznane wybuchy zazdrości na własne oczy.
Wtedy tego do końca nie rozumiałem, ale z dzisiejszej perspektywy to rozumiem. Po pierwsze – żaden z nich nie miał żadnych psychologicznych czy dydaktycznych kompetencji. To były na ogół żony pracowników ambasady, które w ten sposób sobie korupcyjnie dorabiały, a nie nauczyciele z prawdziwego zdarzenia. Byli oni częścią systemu, który wymagał posłuszeństwa, a nie krytycznego myślenia. Po drugie – oni wszyscy mieszkali w Berlinie Wschodnim, więc pewnie także nie potrafili uporać się z własną zawiścią.
Z czasem podzieliliśmy się na dwa obozy: na obóz tych, którzy mieszkali na Wschodzie, i tych z Berlina Zachodniego. Tak polityka – szerokim frontem – wjechała na teren polskiej szkoły.
Już jako dziecko byłem bardzo uwrażliwiony na niesprawiedliwość elementarną czy na poniżanie innych dzieci. Pamiętam liczne wypowiedzi pewnego chłopca, jego ciągłe drwiny i zachęcanie innych do znalezienia „czarnej owcy” w naszej klasie.
To była namiastka szkolnej przemocy, o której tak wiele mówi się dopiero od niedawna. Tak naprawdę istniała od zawsze – tylko normą było to, że nauczyciele nie reagowali. Pamiętam, że za którymś razem zareagowałem i spuściłem solidne lanie temu chłopakowi w przerwie pomiędzy lekcjami. Cóż, był trochę poobijany, ale jakiejś wielkiej krzywdy mu nie zrobiłem. Natomiast afera wyszła z tego wielka, ponieważ okazało się, że był to syn ówczesnego ambasadora.
Cała agresja nauczycieli i pracowników ambasady, jak łatwo było przewidzieć, skupiła się na mnie. Na szczęście poparli mnie moi rodzice i także się dopytywali, dlaczego nie było nigdy reakcji na poniżanie innych, a jest reakcja dopiero na reakcję fizyczną. Zdarzenie to poskutkowało tym, że jeszcze rzadziej przyjeżdżałem do szkoły polskiej – ku mojej radości, zresztą.
Na Polskę patrzyłem jako dziecko z perspektywy moich doświadczeń ze szkoły polskiej w NRD oraz z wakacyjnego punktu widzenia – ponieważ prawie każde wakacje spędzaliśmy w kraju. Moje wakacje zaczynały się już na początku czerwca, więc miałem okazję jako obserwator bywać z ciekawości w szkole w Polsce, z moimi rówieśnikami, przez przynajmniej dwa, trzy tygodnie. Korzystałem z tego, ponieważ wiodła mną ciekawość i chęć odkrywania zupełnie innego świata.
I rzeczywiście – obserwowałem to samo, co w mojej lokalnej szkole przy ambasadzie. Ogólny autorytaryzm, narzucanie przez nauczycieli swoich racji, brak umiejętności słuchania uczniów i kultywowanie martyrologii, cierpiętnictwa, krzywd narodowych, przegranych powstań i wojen. I ogólny nakaz, aby z tych wszystkich beznadziei być jeszcze dumnym i to wszystko doceniać.
To dlatego – myślę – do dziś Polacy czczą nie zakończenie wojny, nie zwycięstwa, ale upokorzenia, klęski i byle-jakość egzystencjalną.
To było dla mnie dość niesamowite. Miałem jako dziecko poczucie, że jestem w gronie uśpionych zombi, ludzi, którzy śnią bardziej swoje życie, niż w nim uczestniczą. Pamiętam moje zdziwienie, a potem rosnącą irytację tym, że wszystko musi być w Polsce takie „na poważnie”, że jest tak mało optymizmu, nadziei, a tak dużo narzekania i biadolenia.
Często teraz czytam, jak wiele osób wspomina z sentymentem czasy PRL. Jak tęsknią do rzekomej serdeczności czy chęci pomagania sobie wzajemnie. Myślę, że to rodzaj zbiorowej iluzji – fejk wyobrażeniowo-refleksyjny, któremu większość niestety ulega.
Po pierwsze – już sam fakt, że rzekomo wszyscy wszystkim pomagali, świadczy o tym, że wszyscy potrzebowali jakiejś pomocy. Wspólnota oparta na niedoborze nie jest dowodem na serdeczność, lecz na ubóstwo. Wcale się dobrze w Polsce nie działo.
Po drugie – myślę, że tu nakłada się proste psychologiczne zjawisko, że zawsze będziemy mieli skłonność do idealizowania naszej młodości i wszystkiego, co z nią związane. Czyli jeśli jako młodzi byśmy pracowali w karnym obozie pracy przymusowej, także większość by uznała, że nie było tak źle, że praca też wychowuje, że przynajmniej był porządek, a trzepak zamiast smartfona przynajmniej zapewnia tężyznę fizyczną. Ale niestety to wszystko idealizacyjna obłuda, którą sami się karmimy.
Może to nie zabrzmi zbyt patriotycznie, ale wielkim poczuciem ulgi opuszczałem po wakacjach świat Polski. Kojarząc ten świat z niezwykle ponurą fasadą rzeczywistości, z siermiężną szarością i beznadzieją, z narzekaniami i cierpiętnictwem oraz jakimś rodzajem paraliżu ludzi. Byłem szczęśliwy, że wracam do domu. Do moich międzynarodowych przyjaciół – nie tylko Niemców i Amerykanów, ale i Turków, Pakistańczyków i wielu innych.
W Polsce miałem wrażenie, że wciąż trwa wojna światowa. Że dla większości Polaków wcale się nie skończyła, a jeśli się skończyła – to kilka dni temu, zaledwie. Zauważałem z czasem, że coraz mniej mnie łączy z moimi osiedlowymi rówieśnikami z Polski, że coraz mniej mam o czym z nimi rozmawiać. Bieganie z patykiem i udawaniem, że strzelam do Niemców, nie przekonywało mnie i wydawało się infantylnie śmieszne.
Największą przyjemność sprawiały mi kontakty, opowieści i ciasta mojej babci oraz niekończące się rozmowy z dziadkiem – nie tylko o wojnie, ale jego wieloletnim pobycie w Korei. Dziadek pamiętał koreański, a ponadto zwierzał mi się z wielu tajemnic, o których ani moja babcia, ani nikt z rodziny nie wiedział.
Bardzo mi to imponowało i czułem się w jego towarzystwie jakoś bardziej dorosły. Myślę, że to właśnie mój dziadek wzbudził uśpioną na wiele lat tęsknotę i ciekawość Azją.

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com
Premium
Historia trwa dalej. Odblokuj Premium i przeczytaj cały odcinek w pełnej, nieokrojonej wersji.
Zaloguj się lub załóż konto, aby uzyskać dostęp do pełnego materiału.