Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE - PIOTR TYMOCHOWICZ - 5

CZĘŚĆ PIĄTA

   Detektywi Przyrody

#Piotr Tymochowicz#Detektywi Przyrody#dzieciństwo#nauka#matematyka#kosmos#rodzina

Detektywi Przyrody

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Ilustracja 1 z 2 do materiału „CZĘŚĆ PIĄTA Detektywi Przyrody”

Miałem jedno główne, podstawowe, najważniejsze szczęście w moim życiu.
Miałem fantastycznych rodziców, którym bardzo wiele zawdzięczam.

Moja mama była pasjonatką geografii – analizy płyt tektonicznych i ich dynamiki. Poza tym specjalizowała się w badaniu stosunków międzynarodowych i interesowała się życiem oraz działalnością Polonii Zagranicznej na całym świecie.

Mój ojciec był pasjonatem fizyki i matematyki – choć specjalizował się w chemii jądrowej i prowadził badania przy reaktorach jądrowych. Kilka lat temu – od momentu, w którym umiejscawiam tę linię czasu – nie tylko obronił doktorat, ale opublikował swój własny patent na skuteczne neutralizowanie odpadów promieniotwórczych. To zostało docenione i stąd otrzymał propozycję pracy w Berlinie Zachodnim, w Instytucie Hahna-Meitner, w zespole profesorów Lutze i Lookscheitera. Potem pracował również w Kolonii w RFN.

W Polsce, w czasach studenckich, które przypadły na okres stalinowski, był przetrzymywany w więzieniu za udział i współorganizowanie protestu studenckiego. Było to dla niego wielką traumą, której nawet po latach nie chciał wspominać. Tak uzyskał miano kombatanta.

Swoim rodzicom, ich mądrości oraz zaangażowaniu, zawdzięczam coś być może najważniejszego w życiu – bardzo szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo, które dane mi było przeżywać jako fantastyczną przygodę mojego życia.

Nie było to beztroskie i bezstresowe dzieciństwo, ale było pełne radości i zabaw – przeplatanych nauką odpowiedzialności oraz bardzo intensywnej edukacji. Pamiętam pierwsze moje rozmowy z ojcem pod rozgwieżdżonym niebem Berlina, w jego spokojnej dzielnicy Wannsee. Rozmawialiśmy o gwiazdach, o planetach, o kosmosie i naszym miejscu w jego bezkresach. Rozmawialiśmy o jego harmonii, potędze i uniwersalnym języku, jakim rozumie i jakim się kosmos posługuje – o matematyce.

To były pasjonujące dla mnie rozmowy, pełne tajemnicy, niesamowitości i różnorodności. Potem czasem bawiliśmy się w detektywów – którzy nie szukają przestępców, ale są na tropie samej przyrody i próbują odkryć jej ukrywane przed nami prawa, zasady i reguły. Ta dziecięca ciekawość i pasja pozostały we mnie do dziś.

Czasem wyobrażam sobie dalszy ciąg moich rozmów z ojcem. Z biegiem czasu zaczynałem coraz bardziej doceniać, jak ważne jest szczęśliwe dzieciństwo, jakie znaczenie ma to, aby nie wynosić żadnych traum z tego okresu. Spotykałem wiele osób zatrutych nieszczęśliwym dzieciństwem. To siedzi w ludziach przez całe dorosłe życie. Szkoda, że tak mało edukuje się w Polsce ludzi z tego zakresu.

Nigdy nie słyszałem od swoich rodziców, że „ryby i dzieci głosu nie mają”. Nigdy mnie nie uderzyli, karcąc – w zamian siadali ze mną przy stole i cierpliwie tłumaczyli mi wiele rzeczy. Nigdy nie powiedzieli do mnie: „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”. Za to zawsze w dorosłym życiu byłem im wdzięczny.

To takie paradoksalne, że ludzie z tak prostych rzeczy często kompletnie nie zdają sobie sprawy. Zamiast doceniać dzieciństwo, wiele osób stosuje odwróconą hierarchię znaczeń w upływie czasu.

Zauważmy, że dzieciństwo traktowane jest jako daleki przedsionek dorosłości, jako „przygotowalnia” do dorosłości – a nie jako główna wartość sama w sobie. Tak jakby „prawdziwe” życie zaczynało się dopiero w dorosłości.

Ale to złudne. Ono się nie rozpocznie ani wraz z kalendarzową dorosłością, ani potem. Dlatego że młoda dorosłość to kolejna „przygotowalnia” do tego niby prawdziwego życia – bo przecież nic się nie posiada, bo przecież trzeba najpierw zrobić karierę i przede wszystkim – czegoś się dorobić.

A więc wpadamy w bezlitosny wir dorabiania się i karier, gubiąc gdzieś po drodze czasu najcenniejsze chwile życia. Potem przychodzi wiek średni i konstatacja znakomitej większości ludzi, że właściwie niczego nie osiągnęli, przynajmniej tyle, ile kiedyś pragnęli. Rozpoczyna się Młodość 2.0. Nowe aspiracje, nowy wir dorabiania się i może nowe przekwalifikowanie.

I znowu niewiele to zmieni. Ludzie uzależniają się od swoistego cywilizacyjnego więzienia. Po pierwsze, często wychowanie kojarzone jest jako ubezwłasnowolnione więzienie. Po drugie – polska szkoła, która była czymś w rodzaju kolejnego dziennego więzienia z przepustką do domu na wieczór czy na weekend. Przecież kto nie stawił się w takim więzieniu, miał natychmiast represje.

Same studia, jak się potem przekonam, to było w Polsce zwykłe przedłużenie zajęć szkolnych, jakieś bzdurne zaliczanie tzw. ćwiczeń czy warsztatów, obowiązkowa obecność na wykładach. Młodzi ludzie kończą studia z drylem wojskowych represji i nagle znajdą się na chwilę na wolności i mogą spać do 12.00 w południe.

Ale uwaga – ktoś, kto przez 20 lat przebywał w więzieniu, nie poradzi sobie łatwo na wolności. Nieświadomie będzie dążyć do tego, aby znaleźć się z powrotem w celi więziennej. Dlatego studenci pierwsze kroki w poszukiwaniu pracy kierują do korporacji zachodnich. Byłem zaszokowany, pracując potem w Polsce, jak wielu studentów SGH i podobnych uczelni nie marzy o własnym, niezależnym życiu, ale właśnie o karierze w korporacjach.

Tak powstają korporacjusze – współcześni niewolnicy gospodarczy. Czy to nie jest dla was wstrząsające? Że trzeba pracować, zapieprzać cały prawie rok, by spłacać długi, kredyty, rachunki, aby raz na rok wyjechać z więzienia na przepustkę – dwu- lub trzytygodniową na urlop?

Czyli tak naprawdę ludzie żyją prawdziwie przez dwa, trzy tygodnie w roku. Pamiętam, że jako dziecko się nad tym wielokrotnie zastanawiałem i mnie to przerażało. Ale uspakajałem się, widząc pasję pracy mojej mamy i mojego ojca. Zrozumiałem wtedy, jak ważne jest, aby kochać to, co się robi.

I oto nagle przychodzi taki moment, kiedy ludzie się dowiadują, że to wyczekiwane „prawdziwe” życie zaczyna się dopiero na emeryturze. Bo przecież dopiero wtedy zapewnione są pieniądze, mamy czas, możemy podróżować i zacząć się realizować. Tyle że to kolejna fikcja – bo większość osób będzie się niewolniczo zajmować wnukami, bo młodzi zapracowani, bo nie mają czasu. A i głodowe na ogół emerytury nie starczą na pokrycie kosztów podróży po świecie.

Kolejny mit upada. Nie wszyscy dożyją do tego momentu. Czy to nie paradoks z rodzaju niezwykle przygnębiających, że większość ludzi żyje tak, aby w miarę szczęśliwie dożyć – jak się zwykło mówić w Polsce – sędziwego wieku? Tak jakby życie nagle nabierało sensu po 80-tym czy po 90-tym roku życia. Przecież to kosmiczny absurd i jedno wielkie Społeczne Oszustwo.

Pochodzi to też prawdopodobnie stąd, że większość ludzi rozumie błędnie życie jednostki jako rodzaj sztafety albo bieg do Mety. Przecież wszyscy powinni być świadomi, jaka to Meta. To Meta bez happy endu. Przecież Meta życia to zwyczajnie śmierć jednostki. Może w maratonach liczy się dobiegnięcie do mety i to jak najszybciej. Ale przecież dlatego, że poza metą także jest życie. Jest triumf, jest nagroda, podium, medale za ukończony bieg.

Ale samo życie nie jest maratonem i poza życiem nie ma dalszego ciągu „życiowego maratonu”. W życiu, w tym osobliwym maratonie, nie liczy się żadna meta, ale liczy się sam bieg do mety – i liczy się to, aby bieg był sprawny i trwał jak najdłużej.

Wielokrotnie w życiu zastanawiałem się potem, że warto ludziom przekazać nie tylko porównanie z maratonem, ale odwróconą hierarchię znaczeń w naszym życiu. Warto wiedzieć, że w naszym życiu nie życie po 90-tce jest najważniejsze, ale coś, co tak łatwo i tak licznie ignorujemy: samo dzieciństwo.

To zabawne, ale może żyjemy po to, aby głównie mieć szczęśliwe dzieciństwo i potem zbierać plony z tak przeżytego dzieciństwa – a nie postawić na głęboką starość połączoną z naturalną demencją.


Ilustracja 2 z 2 do materiału „CZĘŚĆ PIĄTA Detektywi Przyrody”

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Premium

Otwórz drzwi do pełnej publikacji. Edycja Premium daje Ci dostęp do całego artykułu, ilustracji i pełnej oprawy.

Zaloguj się lub załóż konto, aby uzyskać dostęp do pełnego materiału.

Społeczność

Komentarze (4)

Dodaj komentarz

Agnieszka

Piotrze, wspaniale opisujesz swoje szczęśliwe dzieciństwo. Jesteś żywym przykładem tego ile mądre rodzicielstwo daje dziecku. Wiarę w siebie, ciekawość świata, wytrwałe dążenie do celu i umiejętność cieszenia się życiem daje właśnie mądra miłość, którą dostajemy w dzieciństwie.

Czarek

Tak Piotrze wyglada na to ze zycie to bieg z przeszkodami. Ale taki dziwny bo nie medale I radość nas czeka tylko smierc. Bardzo trafne I bardzo smutne. Pozdrawiam 💕

Adam W.

E tam śmierć.. Śmierci nie ma, jest tylko… kontynuacja, może w innym miejscu i w innej formie, albo reinkarnacja spowrotem na ziemię, czy inną planetę, jeśli nie wypełniliśmy zadania w obecnym czasie. Ostatecznie plan jest piękny 😍

Agnieszka

Twoi rodzice byli wspaniali ❤️❤️

Zaloguj się