Moje życie – Piotr Tymochowicz

MOJE ŻYCIE – PIOTR TYMOCHOWICZ - 7

CZĘŚĆ SIÓDMA

Rozmowa z ojcem

#Piotr Tymochowicz#tożsamość#wolność#religia#śmierć#ojciec#sens życia

Rozmowa z ojcem

Autor: Piotr Tymochowicz

teoriaq.com

Ilustracja 1 z 2 do materiału „CZĘŚĆ SIÓDMA Rozmowa z ojcem”

Nigdy nikt nie narzucał mi żadnej identyfikacji. Już jako dziecko odczułem wielki komfort i przyjemność dokonywania własnych wyborów. Pamiętam, jak zadawałem rodzicom filozoficzne pytanie: „Kim właściwie jestem?”

Odpowiadali, że sam powinienem decydować o tym, kim chciałbym być. Że to przyszłość powinna mnie definiować, a nie przeszłość, na którą nie mamy żadnego wpływu – a tym bardziej nasi przodkowie.

To, co odpowiadali mi rodzice, bardzo dobrze korespondowało z tym wszystkim, czego uczyła mnie szkoła w Berlinie Zachodnim. Odpowiadało także mojemu poczuciu własnej kreatywności i odpowiedzialności.

Dlatego nigdy nie czułem potrzeby identyfikowania się z korzeniami rodzinnymi, czyli z dalszą rodziną albo ze swoimi przodkami, ani nawet z krajem urodzenia, czy jego historią, kulturą i obyczajowością. Wyrastałem w pełnym przekonaniu, że jestem wolnym człowiekiem, niezdeterminowanym żadną przynależnością i żadną tożsamością z nadania.

Podziwiam swoich rodziców za ich mądrość w takim, a nie innym wychowaniu. Ponieważ sami określali się zawsze jako patrioci polscy, ale podkreślali, że są patriotami nie z obowiązku wobec przodków, nie w wyniku inercji przeszłości, ale wyłącznie z własnego, nieprzymuszonego wyboru – na bazie własnych, jednostkowych przeżyć.

Oboje byli zgodni w tym, aby mi niczego nie narzucać na siłę. Zawsze powtarzali, że ich celem jest przygotowanie mnie do samodzielnego, dorosłego życia, a potem – co ważne – abym sam odpowiedzialnie decydował, wedle własnego umysłu i własnego uznania.

Mieli podobny stosunek do patriotyzmu, jak i do religijności. Powtarzali mi, że jak kiedyś będę dorosły, sam zdecyduję, w co wierzyć, a w co nie wierzyć i dlaczego.

Na moje pytanie, czy sami wierzą w jakąś formę bóstwa, odpowiadali mi bardzo podobnie jak moi dziadkowie. Mówili, że za dużo widzieli w życiu, za dużo przeżyli w czasie wojny, aby wierzyć w dobrego Boga, który ma wpływ na nasze życie i wszystkim kieruje zgodnie z jakimś boskim planem.

Pamiętam moją pierwszą rozmowę z moim ojcem na temat śmierci. Miałem może 5, może 6 lat, kiedy zapragnąłem zrozumieć, jak to się stało, że mam swój początek – i czy wszyscy skazani jesteśmy na ten sam koniec, i co potem?

Pamiętam, że obsesyjnie chciałem ten temat zgłębić. Wydaje mi się, że intuicyjnie zaczynałem już jako dziecko nie tyle bać się śmierci swojej czy bliskich, ale powoli rozumieć, co znaczy nieuchronność zdarzeń.

Każdy proces, który ma swój początek, nieuchronnie zbliży się do swojego końca.

Wiele lat później wyobrażałem sobie wędrówkę w czasie. W mojej wyobraźni wcielałem się w samego siebie w wieku 80 lat i rozmyślałem nad tym, o czym wtedy będę marzyć i myśleć. Jedną z takich rzeczy byłoby pragnienie, by znowu być młodym i znowu być na początku swojego życia, a nie u jego progu. Gdy wtedy myślami wracałem do aktualnego siebie, natychmiast doceniałem młodość, zdrowie i to, w jakim punkcie życia jestem.

Zdałem sobie także sprawę z tego, że sama długość życia nie ma wielkiego znaczenia. To jakość życia i umiejętność przeżywania pełni życia ma głęboki sens, a nie liczba przeżytych lat. Przecież obojętnie, czy człowiek mógłby żyć 200, czy nawet 2000 lat, lub dowolnie więcej, kiedyś to życie i tak musiałoby dojść do swojego kresu. To świadomość nieuchronności końca jest przykra, a nie sam fakt śmierci w momencie, gdy nadejdzie.

Pamiętam, jak mój ojciec bardzo poważnie potraktował moje pytania. Jak razem usiedliśmy przy stole i jak z powagą powiedział mi wtedy, że sam na wiele pytań nie zna odpowiedzi i nikt na świecie. Ale powiedział mi, jak ludzie sobie radzą z owymi lękami – jak opowiadają sobie bajkowe historie, w które wierzą całe życie, i jak one mogą zredukować lęki.

Rozmowa ta miała miejsce, zanim jeszcze w szkole miałem kontakt z przedmiotem, na którym informowano nas o największych religiach tego świata. Poznałem je z ust ojca – jako opowieści dla dorosłych, by ukoić ból przemijania.

Zapytałem go wtedy: czy to wszystko tylko bajki? Gdzie jest prawda? Odpowiedział mi bardzo szczerze, że sam nie ma pojęcia i że kiedyś sam będę musiał sobie na te pytania odpowiedzieć, lub zaakceptować fakt, że nigdy odpowiedzi nie poznam.

Zapamiętałem w szczegółach tę ważną dla mnie rozmowę, ponieważ uświadomiła mi coś ważnego – poza moim pytaniem. Uświadomiła mi, że dorośli nie są wszechwiedzący, że sami, podobnie jak dzieci, na wiele pytań nie znaleźli jeszcze żadnej odpowiedzi.

A to stawiało mnie przecież bardziej na partnerskiej wobec dorosłych pozycji, niż poddańczej – jako równych sobie we własnej niewiedzy.

Ilustracja 2 z 2 do materiału „CZĘŚĆ SIÓDMA Rozmowa z ojcem”

MOJE ŻYCIE • PIOTR TYMOCHOWICZ • teoriaq.com

Społeczność

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Agnieszka

Dziękuję za podzielenie się bardzo cennym wspomnieniem. Bardzo często jest właśnie tak, że rodzice chcąc ochronić dzieci przed strachem związanym ze śmiercią wprowadzają w ich życie swoją religię.

Cezary

Superrr Pozdrawiam.

Zaloguj się